~ * ~
Jechaliśmy całą noc, wszystko wydawało się być takie dziwne... mroczne. Jeden z wysokich mężczyzn otworzył mi drzwi od samochodu, zatrzymaliśmy się przed wielkim budynkiem który znajdował się w środku lasu.
- Marcus, weź jej rzeczy - odezwała się pasażerka
Marcus to wysoki brunet w długim skórzanym płaszczu. Wysiadłam niepewnie z auta, zaczęło kręcić mi się w głowie
- Ej, wszystko ok ?
- T...tak tylko trochę zakręciło mi się w głowie to nic takiego
- Dobrze, ja jestem Nancy, twoją mentorką
- Moment... mentorką to żart ? o co tutaj chodzi ?!
- Wytłumaczę ci wszystko tylko najpierw pozałatwiamy twoje sprawy
- Jakie ?
- Szkolne a jakie ? Wejdźmy do środka a wszystko ci powiem
Weszłyśmy do środka w środku było dość ciemny wystrój, wszystko było w bordowej tapecie i czarnych kafelkach, zamiast żyrandoli były wszędzie pochodnie a drzwi były wykonane z ciężkiego drewna. Podczas okrężnej drogi zdążyłam zobaczyć chociaż trochę co się tutaj znajduje
- W lewo i prosto tam jest gabinet
- Wejdź ze mną proszę
- Wejdę ale sama najpierw musisz wejść
- Oh..
Weszłyśmy do "gabinetu" dyrektora tego "ośrodka"
- Madam Grace, mamy nową uczennicę
- Witaj Nancy, usiądź... jak ci na imię ? - spojrzała spod okularów
- Alex
- Alex proszę cię usiądź - wskazała na krzesło - A więc coś pamiętasz z tej przemiany ?
- Nic nie pamiętam
- Nic ? - spojrzała się zdziwiona
- Jedynie pamiętam że wracałam od koleżanki było późno i byłam w lesie w sumie bardziej na polu a potem jedna wielka pustka, obudziłam się w szpitalu
- Dziwne - powiedziała Nancy
- Dlaczego ? jeżeli mogę wiedzieć
- Kochanie wiem że to zabrzmi dziwnie ale większość przemienionych coś pamięta
- Musiał ktoś wymazać jej pamięć
- Ale zero wspomnień ? - podniosła się
- Nic kompletnie nic
- No cóż...wpisz się tutaj na tym dokumencie, Nancy da ci książki i pokaże pokój a rozkład zajęć dostaniesz w sekretariacie
- Dziękuje
- Do widzenia
- Do widzenia - odetchnęłam z ulgą że mam już to z głowy
Poszłyśmy do wielkiej biblioteki, jeszcze nigdy nie widziałam tak wielkich regałów z książkami
- Nancy, powiedz mi o co chodziło z tym...
- Atakiem ? Większość wampirów gdy zostanie przemienione ma przebłyski ale nie pamięta kto zrobił
- Rozumiem
- Masz tu książki a i zapomniałabym masz swój znak na karku jako twoja mentorka muszę znać twój znak
- Znak ? aaa tak znak na karku... jest tylko tego mały zarys - odgarnęłam włosy na bok
- O mój...
- Coś nie tak ?
- Ty jesteś... ale jak to możliwe przecież one wyginęły tysiące lat temu...
- O czym ty mówisz ? - spojrzałam na nią
- Twój zarys, słońce nietoperz a księżyc wilk
- Pół wampir pół wilk przecież to niemożliwe
- Też tak myślałam nasi przodkowie wybili te stworzenia żeby nie było zagrożenia
- A jak takie stworzenie się nazywa o którym mówisz ?
- Hybrydy pół wampir pół wilk jesteś silnym stworzeniem
- Ale jak to, ugryzł mnie wampir a ja tworzę się jeszcze jakimś zapchlonym psem ?! to tylko rysunek na karku to niemożliwe
- Nie Alex, każdy znak oznacza kim jesteś i jaka jesteś
- Oh... Nancy ale...
- Nikt nie może wiedzieć o tym
- Dlaczego ?
- Wiesz co by się stało siałabyś zainteresowanie wśród uczniów i nauczycieli a przede wszystkim jakby ktokolwiek dowiedział się czym jesteś to by cię mogli od razu zabić na miejscu... idź do pokoju 203 tam czeka na ciebie Mery, twoja współlokatorka
Wzięłam rzeczy od Nancy i wyszłam z biblioteki, pytanie tylko którędy teraz iść.
wtorek, 4 listopada 2014
poniedziałek, 3 listopada 2014
Rozdział 1
Obudziłam się w szpitalu, obok mnie siedziała mama przez moment nie orientowałam co się stało
- Gdzie ja...
- Jesteś w szpitalu miałaś...miałaś wypadek - powiedziała
- Jaki, co się stało tak w ogóle ?
- Nie wiemy nadal... straciłaś dużo krwi - chwyciła mnie za rękę
Jak to możliwe że ja nic nie pamiętam z tego zdarzenia ?
- Wyjdę z tego
- Wiem o tym słonko, ja muszę już iść tata jest jeszcze w pracy a...
- Dobrze, idź - uśmiechnęłam się
- Pa córciu - pocałowała mnie w czoło
- Pa
Strasznie bolał mnie kark, czułam jakby coś paliło mnie od środka, złapałam się za bolące miejsce lecz pogorszyłam tylko tym sprawę. Poszłam do łazienki, odgarnęłam włosy miałam taki jakby zasrys tatuażu nietoperza obok niego coś jeszcze było
- Co jest do diabła ?
Zadzwoniłam do Lucy, ta przyjechała po trzydziestu minutach.
- Co się dzieje Alex ?
- Nie wiem Lucy, zobacz zrobiło mi się to tak nagle dzisiaj pół godziny temu jak nie więcej strasznie mnie to boli
- O cholera Alex ! - powiedziała przerażona
- Co ?!
- Zostałaś naznaczona !
- Co zostałam ? - spojrzałam na nią zdziwiona
- No przecież nie znasz tego ? sama wiesz że u nas w Caistor grasują wampiry, jeżeli wampir cię ugryzie... Alex musisz uciekać zanim łowcy cię znajdą - rozpłakała się
- Jak to możliwe jak ja nic nie pamiętam
- Musiał wymazać ci pamięć, będziesz dokonywać przemiany !
- Jakiej przemiany Lucy wyluzuj... wariujesz już od tych głupich historyjek
- Uciekaj stąd jak najprędzej ! gdziekolwiek !
- Nie mogę uciec stąd ! to nie takie proste !
- Jest to proste, słyszałaś o szkole Bennett ?! to jest podobno szkoła dla...
- Nie pójdę tam ! nie ja nie...nie mogę, przecież nie istnieje coś takiego jak wampiry- załamywał mi się głos
- Musisz - przytuliła mnie - Spakuję twoje rzeczy i przyniosę ci je
- Nie, ja wrócę do domu spakuje i nie wiem co dalej - złapałam paczkę chusteczek które leżały na blacie i zaczęłam wycierać łzy
Dwa dni później
Wróciłam do domu, spakowałam rzeczy do walizki zanim wyszłam jeszcze poszłam do łazienki nadal był tylko zarys
- Mamo idę - miałam łzy w oczach
- A gdzie ?
- Do...do Lucy - załamywał mi się głos
- Stało się coś ? - spojrzała na mnie
- Nie mamo, jest wszystko ok - przytuliłam ją nie chciałam jej puścić, pobiegłam jeszcze do taty się z nim pożegnać
Taksówka już na mnie czekała pojechałam do Lucy, przed jej domem stała jakaś kobieta o długich czarnych włosach i dwóch dobrze zbudowanych mężczyzn
- To jest ona ? - popchnął ją
- Lucy co się dzieje ?
- To są ludzie z tej szkoły...
- Jak mogłaś tak od razu... chciałam się jeszcze pożegnać z wami i z rodziną
- Nie ma teraz na to czasu - powiedziała brunetka i wepchnęła mnie do auta i odjechaliśmy.
- Gdzie ja...
- Jesteś w szpitalu miałaś...miałaś wypadek - powiedziała
- Jaki, co się stało tak w ogóle ?
- Nie wiemy nadal... straciłaś dużo krwi - chwyciła mnie za rękę
Jak to możliwe że ja nic nie pamiętam z tego zdarzenia ?
- Wyjdę z tego
- Wiem o tym słonko, ja muszę już iść tata jest jeszcze w pracy a...
- Dobrze, idź - uśmiechnęłam się
- Pa córciu - pocałowała mnie w czoło
- Pa
Strasznie bolał mnie kark, czułam jakby coś paliło mnie od środka, złapałam się za bolące miejsce lecz pogorszyłam tylko tym sprawę. Poszłam do łazienki, odgarnęłam włosy miałam taki jakby zasrys tatuażu nietoperza obok niego coś jeszcze było
- Co jest do diabła ?
Zadzwoniłam do Lucy, ta przyjechała po trzydziestu minutach.
- Co się dzieje Alex ?
- Nie wiem Lucy, zobacz zrobiło mi się to tak nagle dzisiaj pół godziny temu jak nie więcej strasznie mnie to boli
- O cholera Alex ! - powiedziała przerażona
- Co ?!
- Zostałaś naznaczona !
- Co zostałam ? - spojrzałam na nią zdziwiona
- No przecież nie znasz tego ? sama wiesz że u nas w Caistor grasują wampiry, jeżeli wampir cię ugryzie... Alex musisz uciekać zanim łowcy cię znajdą - rozpłakała się
- Jak to możliwe jak ja nic nie pamiętam
- Musiał wymazać ci pamięć, będziesz dokonywać przemiany !
- Jakiej przemiany Lucy wyluzuj... wariujesz już od tych głupich historyjek
- Uciekaj stąd jak najprędzej ! gdziekolwiek !
- Nie mogę uciec stąd ! to nie takie proste !
- Jest to proste, słyszałaś o szkole Bennett ?! to jest podobno szkoła dla...
- Nie pójdę tam ! nie ja nie...nie mogę, przecież nie istnieje coś takiego jak wampiry- załamywał mi się głos
- Musisz - przytuliła mnie - Spakuję twoje rzeczy i przyniosę ci je
- Nie, ja wrócę do domu spakuje i nie wiem co dalej - złapałam paczkę chusteczek które leżały na blacie i zaczęłam wycierać łzy
Dwa dni później
Wróciłam do domu, spakowałam rzeczy do walizki zanim wyszłam jeszcze poszłam do łazienki nadal był tylko zarys
- Mamo idę - miałam łzy w oczach
- A gdzie ?
- Do...do Lucy - załamywał mi się głos
- Stało się coś ? - spojrzała na mnie
- Nie mamo, jest wszystko ok - przytuliłam ją nie chciałam jej puścić, pobiegłam jeszcze do taty się z nim pożegnać
Taksówka już na mnie czekała pojechałam do Lucy, przed jej domem stała jakaś kobieta o długich czarnych włosach i dwóch dobrze zbudowanych mężczyzn
- To jest ona ? - popchnął ją
- Lucy co się dzieje ?
- To są ludzie z tej szkoły...
- Jak mogłaś tak od razu... chciałam się jeszcze pożegnać z wami i z rodziną
- Nie ma teraz na to czasu - powiedziała brunetka i wepchnęła mnie do auta i odjechaliśmy.
sobota, 1 listopada 2014
Prolog
Caistor, podobno nie jest to bezpieczne miasto, słyszy się o wampirach, wilkołakach, wiedźmach a nawet o hybrydach.
Dużo ludzi znika bez śladu, bez żadnej odpowiedzi, a ludzie ? ludzie po czasie zapominają o stracie bliskiej osoby, nazywam się Alex, mam 16 lat i mieszkam w tej małej że tak powiem wsi,stało się to zimowej nocy gdy wracałam od przyjaciółki Lucy.
Szłam przez las, słyszałam że ktoś szedł za mną lecz bałam się odwrócić, przyspieszyłam, słychać było za mną też przyspieszone kroki, odwróciłam się i było pusto.
- Kimkolwiek jesteś wyjdź, to nie jest śmieszne - krzyczałam, nikt nie wyszedł postanowiłam iść dalej, nagle przede mną stał chłopak o zielonych oczach, ciemnych lokach, był wyższy ode mnie o całą głowę.
- Nie boisz się sama chodzić po lesie ?
- ...Nie... - odpowiedziałam po chwili
- A nie sądzisz że to zbyt późna pora no wiesz ciemność, las i tak dalej ?
- Może i...
- Oh Harry znowu jakaś ślicznotka nie możesz wybrać czegoś innego ? - za mną stanął wysoki brunet
- Zamknij się Zayn
- O co tu chodzi ?
- Nie słyszałaś nic o Caistor ?
- Słyszy się plotki o mitach i co z tego a teraz pozwólcie że sobie pójdę - wyminęłam chłopaka lecz on był szybszy
- Kochanie poczekaj - mruknął mi do ucha
- Jakie kochanie, puszczaj mnie ! - zaczęłam się szarpać spojrzałam w jego oczy które zmieniły się na złoty kolor
- Szybciej Harry
Poczułam ból na mojej szyi po chwili upadłam na ziemię.
Dużo ludzi znika bez śladu, bez żadnej odpowiedzi, a ludzie ? ludzie po czasie zapominają o stracie bliskiej osoby, nazywam się Alex, mam 16 lat i mieszkam w tej małej że tak powiem wsi,stało się to zimowej nocy gdy wracałam od przyjaciółki Lucy.
Szłam przez las, słyszałam że ktoś szedł za mną lecz bałam się odwrócić, przyspieszyłam, słychać było za mną też przyspieszone kroki, odwróciłam się i było pusto.
- Kimkolwiek jesteś wyjdź, to nie jest śmieszne - krzyczałam, nikt nie wyszedł postanowiłam iść dalej, nagle przede mną stał chłopak o zielonych oczach, ciemnych lokach, był wyższy ode mnie o całą głowę.
- Nie boisz się sama chodzić po lesie ?
- ...Nie... - odpowiedziałam po chwili
- A nie sądzisz że to zbyt późna pora no wiesz ciemność, las i tak dalej ?
- Może i...
- Oh Harry znowu jakaś ślicznotka nie możesz wybrać czegoś innego ? - za mną stanął wysoki brunet
- Zamknij się Zayn
- O co tu chodzi ?
- Nie słyszałaś nic o Caistor ?
- Słyszy się plotki o mitach i co z tego a teraz pozwólcie że sobie pójdę - wyminęłam chłopaka lecz on był szybszy
- Kochanie poczekaj - mruknął mi do ucha
- Jakie kochanie, puszczaj mnie ! - zaczęłam się szarpać spojrzałam w jego oczy które zmieniły się na złoty kolor
- Szybciej Harry
Poczułam ból na mojej szyi po chwili upadłam na ziemię.
Subskrybuj:
Posty (Atom)