środa, 18 marca 2015
Rozdział 24
~*~
Wstałam wcześnie rano,założyłam na siebie zwykłą szarą bluzkę i legginsy,szybko umyłam zęby i poszłam do sali teatralnej gdzie przebywał już Prof.Malik,który czytał jakąś książkę.
- Mogę ? - zapukałam.
- Pewnie,wchodź.
- Źle się czuję,nie przyjmuję zwierzęcej krwi i jestem na głodzie,staram być opanowana ale powoli tracę kontrolę.
- Dziwne- Poszedł na swoje zaplecze i widocznie czegoś szukał.
Wbiłam paznokcie w krzesło i podkurczyłam nogi jak tylko się dało,moje dziąsła łącznie z kłami niesamowicie sprawiały mi ból.
- Trzymaj - Dał mi torebkę krwi.
Rozerwałam opakowanie i wypiłam całą zawartość od razu.
- Masz coś jeszcze ?!
- Mam,ale wiesz że nie możesz tak dużo.
- Proszę,daj mi - Wstałam i podeszłam do niego.
- Nie mogę,Alex!
- Błagam cię,jestem głodna.
- Jedno opakowanie powinno ci wystarczyć.
- Ale nie starczy,Boże,tracę panowanie nad sobą...Nie mogę! - Oparłam się o ścianę i zsunęłam się powoli na podłogę.
- Musimy coś zrobić,poczekaj tutaj!
Zaczęłam demolować salę,moja stara metoda wyładowania emocji powraca,podarłam czerwone ciężkie zasłony.
Po kilkunastu minutach do sali weszli Louis z Liamem, Zayn stanął w sali i widać że był zdenerwowany a wręcz wściekły.
- Przepraszam - Wykrztusiłam z siebie.
- Ej,co się dzieje ? - Podszedł do mnie Niall.
- Nie panuje nad sobą - Powiedział za mnie Zayn.
- Nie daję rady,jestem głodna i to cholernie głodna! Dajcie mi tą pieprzoną torebkę po dwóch torebkach nic mi się nie stanie.
- Dajce jej - Powiedział Niall.
- Wiesz że młode wampiry...- Dołączył się Liam.
- Nikt się nie dowie,dajcie tą drugą torebkę do cholery bo jej nie utrzymam!
Liam podał mi drugą torebkę krwi,wypiłam całość jednym tchem, zaspokoiłam głód, usiadłam na podłodze i spojrzałam się na wszelkie szkody,nie mogłam uwierzyć że wróciłam do starej Alex.
- Musisz się opanować.- Usiadł przy mnie Liam
- Jak? Nie daję już rady! - Łzy spłynęły mi po policzkach.
Po chwili usłyszeliśmy huk na korytarzu,poszliśmy zobaczyć co się stało.
Nancy leżała cała zakrwawiona na podłodze,podbiegłam do niej. Reszta podbiegła do niej, Niall ją opatrzył.
- Wyjdzie z tego.
Lekko otworzyła oczy i ledwie łapała oddech.
- Nancy - Ścisnęłam jej rękę.
- Jest...Nieobliczalny...Niebezpieczny.
- Kto? - Zapytał Zayn.
- Harry.
Widać że mówienie sprawiało jej ból więc postanowiliśmy ją zabrać do małego szkolnego "szpitala".
Wyszłam z trzaskiem drzwi, wybiegł za mną Zayn.
- Gdzie idziesz?
- Załatwić pewną sprawę.
- Żartujesz sobie?! Nie możesz do niego iść!
- A jednak mogę!
Nie zwracałam uwagi na ich krzyki,skręciłam w lewy korytarz,nawet nie sprawdziłam czy drzwi są otwarte, nie wiedziałam że mam taką siłę by je tak gwałtownie otworzyć, mimo że były zamknięte.
- A jakieś pukanie ?! - Wyszedł z łazienki, mój widok go zdziwił i wkurzył.
Patrzyłam się na niego przez dłuższy czas.
- Witaj, Profesorze - Powiedziałam z naciskiem.
- Czego chcesz, Alex ?! - Warknął.
- Co to miało być ?! Zaatakowałeś Nancy,znowu!
- Nie jesteśmy na "TY",pamiętasz?
- Jak na razie nie jesteś!
- To co robię to nie twój interes,zasłużyła sobie!
- Zabijasz niewinnych ludzi,atakujesz własnych przyjaciół i ranisz ich!Ranisz mnie!Nadal chcesz mi wmawiać że to nie mój interes ?
- Jestem wampirem i nie powinno to nikogo dziwić!
- Nie, nie jesteś wampirem,jesteś potworem!Dlaczego nie możesz być dawnym Harrym,którego kochałam ?!-Powiedziałam przez łzy, podeszłam do niego i spojrzałam mu w oczy.
- To piękne,kochanie. Jesteś urocza ale wybacz...Dawny Harry nie wróci.
Uderzyłam go,nie wiedziałam co robię,aż w końcu jego dłoń ścisnęła mój nadgarstek. Spojrzałam na jego rękę.
- Nie rób tego więcej - Powiedział przez zęby, jego zielone oczy miały jakiś dziwny błysk którego nie potrafiłam rozszyfrować.
Podjęłam się jednego, uścisk był coraz mocniejszy, dałam mu ponownie ostrego siarczystego. Chciałam wybiec z pokoju, lecz on rzucił mną o ścianę, zacisnął swoją dłonią moją szyję, czułam jak brakowało mi tchu. Moja wilcza strona powoli się budziła, rzuciłam się na niego i go ugryzłam. Upadł na ziemię, zaczął się dusić,po chwili uświadomiłam sobie co zrobiłam, w mojej głowie była burza myśli.
- O nie!Harry,wybacz mi - Wzięłam jego głowę na swoje kolana.
- Odejdź ! - Powiedział ostro, dusząc się.
- Nie Harry, nie odejdę - Łzy spływały mi po policzkach, wpadłam w histerię.
- Co ja najlepszego zrobiłam ?!
Wiedziałam że długo nie przetrzyma ale nie wiedziałam co zrobić, pocałowałam go w czoło.
- Nie odpływaj, błagam.
- Coś...ty...zrobiła ?
Do pokoju wbiegł Zayn z Niallem zobaczyli jego stan.
- Co się stało ?! - Spojrzał przerażony Zayn
- Dusił mnie,była bijatyka i ja...- Zaczęłam płakać,nie mogłam nic powiedzieć przez łzy, Harry wciąż leżał jeszcze przytomny.
- Co zrobiłaś ?- Zapytał Niall.
- Ugryzłam go.To koniec - Przytuliłam go bardziej do siebie.
- Nie...ugryzienie wampira mu nie szkodzi.
- NIE JESTEM NORMALNYM WAMPIREM!!! - Krzyknęłam i popadłam w rozpacz, wiedziałam że już po mnie.
- A jednak...Jesteś też jedną z nich, tak? Dlatego wilki tak bardzo cię chciały ?! - Krzyczał Zayn.
- Tak!! - Wykrztusiłam.
- Zabiłaś go - Powiedział Zayn łamiącym się głosem, kręcąc się po pokoju.
- Nie mów tak!
- Nie jest jeszcze za późno, wciąż żyje...Mamy trzy dni by coś wymyślić.
- Trzy dni to za mało.
Milczałam, cały czas siedziałam z Harrym i nie miałam zamiaru go opuszczać. Wiedziałam że Zayn podejmie kroki do Rady Wampirów.Jedyne co mi pozostało to siedzenie u boku Harrego i przygotowanie się na karę.
poniedziałek, 16 marca 2015
Rozdział 23
~*~
Wszedłem do dyrektorki, dziwne jakoś nigdy mnie nie wzywała.
Poprawiłem swój czarny płaszcz, spojrzałem na Nancy która niestety też ma duży wpływ na różne decyzje naszej "kochanej" Pani dyrektor. Usiadłem na czarnym fotelu i patrzyłem na obie z ciekawością po co mnie wezwały lecz one milczały.
- Więc, co się dzieje ?
- No tak, wpływają na ciebie skargi Styles, Twoje zachowanie jest niedopuszczalne wobec uczniów - Rzuciła szybko dyrektorka.
- Zostajesz zawieszony więc na jakiś czas kto inny zajmie Pana obowiązki - Dodała Nancy.
- Nie zrobiłem nic złego - Warknąłem.
- Twoje metody nauczania są nie do przyjęcia, jesteś podobno dość impulsywny.
- Kto tak Pani powiedział, Alex ?
- Nie, Alex ona...jak na razie nie uczęszcza w zajęciach ale to kwestia czasu.
- Nie ważne, z całym szacunkiem ale nie jestem impulsywny - Wstałem i spoglądałem na nie obie, czułem jak się we mnie wszystko napina.
- Zostałeś zawieszony to już jest ustalone, damy znać. - Powiedziała dyrektorka z naciskiem na każde słowo.
- Zrozumiałem - Warknąłem i wyszedłem.
~Alex~
Doszliśmy już do szkoły, był już prawie świt. Po drodze królik wpadł mi w ręce, źle się czuję po karmieniu się zwierzętami, muszę pić krew z torebek. Gdy byliśmy już blisko, zrobiłam sobie przerwę, oparłam się rękoma i najbliższy pień, zrobiło mi się nie dobrze, po chwili podszedł do mnie Louis.
- Wszystko ok ?
- Tak, tak, od jakiegoś czasu mam bóle brzucha...To normalne.
- Tylko dlaczego wymiotujesz krwią ? - Spojrzał się na mnie.
- Nie przyjmuje zwierzęcej krwi już od dwóch tygodni, przyjmuje krew z torebek.
- Dziwne.
- Ok, idziemy ? - Powoli się wyprostowałam, trzymając się za brzuch.
- Jesteś pewna że dojdziesz ?
- Tak, jestem !
Doszliśmy na miejsce, weszłam do sali Prof. Zayn'a, siedział już tam gdy usiadłam oderwał się od swojej lektury.
- Mizernie wyglądasz.
Spojrzałam się tylko na niego i po chwili powiedziałam.
- Zmienił się Pan.
- Słucham ? - Usiadł na przeciwko mnie.
- Zmienił się Pan - Powtórzyłam - Nie jest Pan taki bardzo surowy jak wcześniej,oschły.
- Cóż...Każdy się zmienia,ale to przez sytuację.
- Źle Pana oceniałam.
- Też się zmieniłaś,z zagubionej dziewczyny która nie wiedziała jak sobie radzić... na wampirzycę która walczy nawet bez doświadczenia.ale to nie jest dobre akurat i musisz się uczyć.
- Wiem,ale nie mogę uczyć się łowiectwa i nie mogę się na niczym skupić.
Naszą rozmowę przerwał huk na korytarzu,poszliśmy sprawdzić co się stało. Nancy leżała na podłodze,ciężko oddychała,była przerażona.
- Nancy,wszystko ok? - Podbiegł do niej Zayn.
- Tak - Powiedziała z ciężkim tchem.
- Kto ci to zrobił ? - Spojrzałam na obrażenia.
- Ha..Harry,został zawieszony i rzucił się na mnie.
- Idę do niego - Warknęłam.
- Zostań Alex - Zatrzymał mnie Zayn.
- Nie! Tego już za wiele. - Poszłam.
Zatrzymałam się tuż przed jego pokojem, przez moment wiedziałam że nie powinnam ale jednak odważyłam się i otworzyłam te drzwi,byłam tak zdenerwowana że nie czułam swojej siły,nie wiedziałam co robię. Harry spojrzał się na mnie lekceważącym wzrokiem i wrócił do swojego zajęcia czyli oglądanie telewizji.
- Co to miało być ?!
- Nie powinnaś już spać ?
- O to nie musisz się martwić,napadłeś na Nancy!
- Po pierwsze nie jesteśmy na "Ty" od jakiegoś czasu, jestem twoim Profesorem a nie kolegą a po drugie to nie twoja sprawa.
Myślałam że rzucę się na niego i go zabiję ale się powstrzymałam.
- Po pierwsze...Nie zamażesz tego co było Profesorze! po drugie...Tak to moja sprawa bo Nancy to moja mentorka i z tego co wiem to został Pan zawieszony.
- Słuchaj mnie - Chwycił mnie za ramiona,czułam przeszywający ból ale starałam się nie dawać po sobie poznać.
- Lepiej stąd wyjdź!
- Co się z tobą dzieje, Harry? Nie jesteś tym Harrym którego znałam,na którym mogłam polegać i brać przykład. - Powiedziałam.
- Wzruszyłaś mnie tym - Uśmiechnął się z ironią.
- Puść mnie - Powiedziałam,starając się uspokoić.
Puścił.
- Harry, nie możesz ot tak wyłączyć uczuć bo popełniłeś głupotę!
- Mogę robić to co mi się zapragnie,nie potrzebuje szkoły od dziewczyny takiej jak ty!
- Jestem jak inni,widziałeś mój znak! Wiesz kim jestem.
Do pokoju wbiegł Zayn z Niallem. Zayn zaczął ostrą rozmowę z Harrym, Niall zaprowadził do pokoju. Nie wytrzymałam, pękłam.
Rozpłakałam się, oparłam się o ramię Nialla, przytulił mnie. On był moim przyjacielem a nie nauczycielem, ja go tak nie postrzegałam, prócz zajęć.
- Nikt nie mówił że będzie łatwo.
- Nie da się nic z nim zrobić,jest za późno...Stary Harry już nie wróci.
- Nie skreślaj wszystkiego,wymyśli coś jakiś plan działania.
- Nie mamy planu ?
- Jeszcze nie,przyjdź do nas wieczorem a teraz odpocznij.
- Jestem głodna,nie panuje nad sobą - Powiedziałam już bardziej zdenerwowana tylko nie wiem już czy to przez Harrego czy przez głód,wszystkie uczucia się mieszały ze sobą,chciałam płakać i krzyczeć,rozwalić coś ale nic nie mogłam z tym zrobić.
- Przyniosę ci torebkę krwi,zostań tutaj! Nie uciekaj!
- W porządku.
Nagle zadzwonił telefon,dzwonił tata...Pewnie domyśla się już gdzie jestem.Odebrałam,wyszła z tego kłótnia że uciekam.Nie chcę wybierać gdzie mam być,jestem rozdarta bo z każdym z danego miejsca mam więzi,to są moje dwa domy i każdy z danej rasy jest moją rodziną. Nie mam na nic wpływu. Jestem pewna że przyjdzie czas na podjęcie decyzji,jak na razie jest dobrze.
Do pokoju wszedł Niall z torebką krwi,wyrwałam mu ją z ręki,zaczęłam pić i pić a wciąż byłam głodna.
- Jeszcze - Powiedziałam
- Nie możesz!
- Niall,muszę mieć jeszcze jedną torebkę krwi!
- Dostaniesz,ostatnią ale nikt ma o tym nie wiedzieć, jasne ?
- Jasne.
Kły mnie niesamowicie bolały,usta mi napuchły. Nancy weszła do mojego pokoju,zaniepokojona.
- Alex,jutro jest pełnia,nie możesz tutaj być.
- Co ?!
- Musisz wracać jutro!wymyślimy coś.
- Nie mogę teraz iść.
- Przemiany nie unikniesz!
- Wiem, ok wrócę ale jutro z rana, moment a zajęcia ?
- Masz szczęście że są odwołane i będziesz mieć poprawę semestru ale teraz to mało istotne, uczniowie idą na szkolenia.Wpiszę cię że byłaś,małe oszustwo ale....Czasami trzeba.
- Dziękuje.
- Alex,co się dzieje ?
- Co ma się dziać ?
- Twoje usta,kły.
- Głód...Tylko i wyłącznie głód.
- Nie wygląda to na głód,idę po krew dla ciebie.
- Nie trzeba,Prof.Horan już poszedł.
- Zostawię cię i pamiętaj co mówiłam.
- Jasne.
Usiadłam na łóżku,Niall podał mi torebkę,rozerwałam ją i zaczęłam rozkoszować się smakiem czerwonego płynu,miałam tak na samym początku gdy byłam "świeżym" wampirem.
- Lepiej ?
- O wiele lepiej,dziękuje.
- Muszę iść,do zobaczenia wieczorem.
- Do zobaczenia - Uśmiechnęłam się.
Nagle do pokoju weszła Mery,widać po jej spojrzeniu że była zła,usiadła i nic się nie odezwała,wyjęła książkę i zaczęła się uczyć.
- Gniewasz się na mnie? - Usiadłam obok niej.
Nie odpowiedziała.
- Przepraszam - Przytuliłam się do niej.
- Ciągle znikasz!Wiecznie ciebie nie ma!Martwię się że któreś z tych pchlarzy cię zabiło a ty wracasz po tygodniu lub po kilku dniach i znowu znikasz!
- Mery,naprawdę przepraszam i dziękuje że się martwisz ale daj mi czas a z czasem się dowiesz co się działo tylko wybacz mi to.
- Teraz nie możesz powiedzieć ?
- To nie takie proste jak ci się wydaje,obiecuje ci że się dowiesz.
- Ok,dam ci czas ale ostrzegaj mnie kiedy wychodzisz,nie ważne gdzie ale kiedy i kiedy wrócisz!
- Obiecuje że tak będę robić.
- Ok,wybaczę ci to - Odwzajemniła uścisk.
Wiedziałam że teraz mam tylko ją i kilku nauczycieli z którymi współpracowałam,muszę coś wykombinować na jutro. Poczułam ból dziąseł trochę lżejszy niż wcześniej,ale starałam się go zignorować. Zasnęłam.
Wszedłem do dyrektorki, dziwne jakoś nigdy mnie nie wzywała.
Poprawiłem swój czarny płaszcz, spojrzałem na Nancy która niestety też ma duży wpływ na różne decyzje naszej "kochanej" Pani dyrektor. Usiadłem na czarnym fotelu i patrzyłem na obie z ciekawością po co mnie wezwały lecz one milczały.
- Więc, co się dzieje ?
- No tak, wpływają na ciebie skargi Styles, Twoje zachowanie jest niedopuszczalne wobec uczniów - Rzuciła szybko dyrektorka.
- Zostajesz zawieszony więc na jakiś czas kto inny zajmie Pana obowiązki - Dodała Nancy.
- Nie zrobiłem nic złego - Warknąłem.
- Twoje metody nauczania są nie do przyjęcia, jesteś podobno dość impulsywny.
- Kto tak Pani powiedział, Alex ?
- Nie, Alex ona...jak na razie nie uczęszcza w zajęciach ale to kwestia czasu.
- Nie ważne, z całym szacunkiem ale nie jestem impulsywny - Wstałem i spoglądałem na nie obie, czułem jak się we mnie wszystko napina.
- Zostałeś zawieszony to już jest ustalone, damy znać. - Powiedziała dyrektorka z naciskiem na każde słowo.
- Zrozumiałem - Warknąłem i wyszedłem.
~Alex~
Doszliśmy już do szkoły, był już prawie świt. Po drodze królik wpadł mi w ręce, źle się czuję po karmieniu się zwierzętami, muszę pić krew z torebek. Gdy byliśmy już blisko, zrobiłam sobie przerwę, oparłam się rękoma i najbliższy pień, zrobiło mi się nie dobrze, po chwili podszedł do mnie Louis.
- Wszystko ok ?
- Tak, tak, od jakiegoś czasu mam bóle brzucha...To normalne.
- Tylko dlaczego wymiotujesz krwią ? - Spojrzał się na mnie.
- Nie przyjmuje zwierzęcej krwi już od dwóch tygodni, przyjmuje krew z torebek.
- Dziwne.
- Ok, idziemy ? - Powoli się wyprostowałam, trzymając się za brzuch.
- Jesteś pewna że dojdziesz ?
- Tak, jestem !
Doszliśmy na miejsce, weszłam do sali Prof. Zayn'a, siedział już tam gdy usiadłam oderwał się od swojej lektury.
- Mizernie wyglądasz.
Spojrzałam się tylko na niego i po chwili powiedziałam.
- Zmienił się Pan.
- Słucham ? - Usiadł na przeciwko mnie.
- Zmienił się Pan - Powtórzyłam - Nie jest Pan taki bardzo surowy jak wcześniej,oschły.
- Cóż...Każdy się zmienia,ale to przez sytuację.
- Źle Pana oceniałam.
- Też się zmieniłaś,z zagubionej dziewczyny która nie wiedziała jak sobie radzić... na wampirzycę która walczy nawet bez doświadczenia.ale to nie jest dobre akurat i musisz się uczyć.
- Wiem,ale nie mogę uczyć się łowiectwa i nie mogę się na niczym skupić.
Naszą rozmowę przerwał huk na korytarzu,poszliśmy sprawdzić co się stało. Nancy leżała na podłodze,ciężko oddychała,była przerażona.
- Nancy,wszystko ok? - Podbiegł do niej Zayn.
- Tak - Powiedziała z ciężkim tchem.
- Kto ci to zrobił ? - Spojrzałam na obrażenia.
- Ha..Harry,został zawieszony i rzucił się na mnie.
- Idę do niego - Warknęłam.
- Zostań Alex - Zatrzymał mnie Zayn.
- Nie! Tego już za wiele. - Poszłam.
Zatrzymałam się tuż przed jego pokojem, przez moment wiedziałam że nie powinnam ale jednak odważyłam się i otworzyłam te drzwi,byłam tak zdenerwowana że nie czułam swojej siły,nie wiedziałam co robię. Harry spojrzał się na mnie lekceważącym wzrokiem i wrócił do swojego zajęcia czyli oglądanie telewizji.
- Co to miało być ?!
- Nie powinnaś już spać ?
- O to nie musisz się martwić,napadłeś na Nancy!
- Po pierwsze nie jesteśmy na "Ty" od jakiegoś czasu, jestem twoim Profesorem a nie kolegą a po drugie to nie twoja sprawa.
Myślałam że rzucę się na niego i go zabiję ale się powstrzymałam.
- Po pierwsze...Nie zamażesz tego co było Profesorze! po drugie...Tak to moja sprawa bo Nancy to moja mentorka i z tego co wiem to został Pan zawieszony.
- Słuchaj mnie - Chwycił mnie za ramiona,czułam przeszywający ból ale starałam się nie dawać po sobie poznać.
- Lepiej stąd wyjdź!
- Co się z tobą dzieje, Harry? Nie jesteś tym Harrym którego znałam,na którym mogłam polegać i brać przykład. - Powiedziałam.
- Wzruszyłaś mnie tym - Uśmiechnął się z ironią.
- Puść mnie - Powiedziałam,starając się uspokoić.
Puścił.
- Harry, nie możesz ot tak wyłączyć uczuć bo popełniłeś głupotę!
- Mogę robić to co mi się zapragnie,nie potrzebuje szkoły od dziewczyny takiej jak ty!
- Jestem jak inni,widziałeś mój znak! Wiesz kim jestem.
Do pokoju wbiegł Zayn z Niallem. Zayn zaczął ostrą rozmowę z Harrym, Niall zaprowadził do pokoju. Nie wytrzymałam, pękłam.
Rozpłakałam się, oparłam się o ramię Nialla, przytulił mnie. On był moim przyjacielem a nie nauczycielem, ja go tak nie postrzegałam, prócz zajęć.
- Nikt nie mówił że będzie łatwo.
- Nie da się nic z nim zrobić,jest za późno...Stary Harry już nie wróci.
- Nie skreślaj wszystkiego,wymyśli coś jakiś plan działania.
- Nie mamy planu ?
- Jeszcze nie,przyjdź do nas wieczorem a teraz odpocznij.
- Jestem głodna,nie panuje nad sobą - Powiedziałam już bardziej zdenerwowana tylko nie wiem już czy to przez Harrego czy przez głód,wszystkie uczucia się mieszały ze sobą,chciałam płakać i krzyczeć,rozwalić coś ale nic nie mogłam z tym zrobić.
- Przyniosę ci torebkę krwi,zostań tutaj! Nie uciekaj!
- W porządku.
Nagle zadzwonił telefon,dzwonił tata...Pewnie domyśla się już gdzie jestem.Odebrałam,wyszła z tego kłótnia że uciekam.Nie chcę wybierać gdzie mam być,jestem rozdarta bo z każdym z danego miejsca mam więzi,to są moje dwa domy i każdy z danej rasy jest moją rodziną. Nie mam na nic wpływu. Jestem pewna że przyjdzie czas na podjęcie decyzji,jak na razie jest dobrze.
Do pokoju wszedł Niall z torebką krwi,wyrwałam mu ją z ręki,zaczęłam pić i pić a wciąż byłam głodna.
- Jeszcze - Powiedziałam
- Nie możesz!
- Niall,muszę mieć jeszcze jedną torebkę krwi!
- Dostaniesz,ostatnią ale nikt ma o tym nie wiedzieć, jasne ?
- Jasne.
Kły mnie niesamowicie bolały,usta mi napuchły. Nancy weszła do mojego pokoju,zaniepokojona.
- Alex,jutro jest pełnia,nie możesz tutaj być.
- Co ?!
- Musisz wracać jutro!wymyślimy coś.
- Nie mogę teraz iść.
- Przemiany nie unikniesz!
- Wiem, ok wrócę ale jutro z rana, moment a zajęcia ?
- Masz szczęście że są odwołane i będziesz mieć poprawę semestru ale teraz to mało istotne, uczniowie idą na szkolenia.Wpiszę cię że byłaś,małe oszustwo ale....Czasami trzeba.
- Dziękuje.
- Alex,co się dzieje ?
- Co ma się dziać ?
- Twoje usta,kły.
- Głód...Tylko i wyłącznie głód.
- Nie wygląda to na głód,idę po krew dla ciebie.
- Nie trzeba,Prof.Horan już poszedł.
- Zostawię cię i pamiętaj co mówiłam.
- Jasne.
Usiadłam na łóżku,Niall podał mi torebkę,rozerwałam ją i zaczęłam rozkoszować się smakiem czerwonego płynu,miałam tak na samym początku gdy byłam "świeżym" wampirem.
- Lepiej ?
- O wiele lepiej,dziękuje.
- Muszę iść,do zobaczenia wieczorem.
- Do zobaczenia - Uśmiechnęłam się.
Nagle do pokoju weszła Mery,widać po jej spojrzeniu że była zła,usiadła i nic się nie odezwała,wyjęła książkę i zaczęła się uczyć.
- Gniewasz się na mnie? - Usiadłam obok niej.
Nie odpowiedziała.
- Przepraszam - Przytuliłam się do niej.
- Ciągle znikasz!Wiecznie ciebie nie ma!Martwię się że któreś z tych pchlarzy cię zabiło a ty wracasz po tygodniu lub po kilku dniach i znowu znikasz!
- Mery,naprawdę przepraszam i dziękuje że się martwisz ale daj mi czas a z czasem się dowiesz co się działo tylko wybacz mi to.
- Teraz nie możesz powiedzieć ?
- To nie takie proste jak ci się wydaje,obiecuje ci że się dowiesz.
- Ok,dam ci czas ale ostrzegaj mnie kiedy wychodzisz,nie ważne gdzie ale kiedy i kiedy wrócisz!
- Obiecuje że tak będę robić.
- Ok,wybaczę ci to - Odwzajemniła uścisk.
Wiedziałam że teraz mam tylko ją i kilku nauczycieli z którymi współpracowałam,muszę coś wykombinować na jutro. Poczułam ból dziąseł trochę lżejszy niż wcześniej,ale starałam się go zignorować. Zasnęłam.
środa, 11 marca 2015
Rozdział 22
~*~
Wstałam dość późno jak na mnie, pobiegłam szybko wziąć prysznic, wyciągnęłam z szafy zwykły T-shirt i niebieskie rurki.
Zrobiłam sobie szybki makijaż i uczesałam włosy, tutaj każdy wie kim jestem więc mogłam sobie pozwolić na koka. Wybiegłam z pokoju, poszłam do mojego taty który rozmawiał z Marcusem.
- Hej tato - Przytuliłam do niego.
- Alex, późno wstałaś - Zaśmiał się.
- Miałam wczoraj ciężki dzień, kiedy idziemy ?
- Za godzinę, muszę jeszcze coś pozałatwiać.
- Świetnie - Odeszłam.
Wyszłam na zewnątrz, spojrzałam na bramę która była pilnowana przez strażników, dyskutowali z dwójką ludzi, nie mogłam się dopatrzeć kto to był. Były też tutaj dzieciaki które bawiły się razem w kółku, podeszłam do bramy był to Zayn z Nancy.
- Wróciłaś tutaj ?- Zapytał Zayn.
- Wróciłam...przykro mi, tutaj jest moja rodzina i ja muszę tutaj zostać.
- Niall powiedział że pomożesz nam z Harrym - Powiedziała Nancy.
- Pomogę, dzisiaj w nocy.
- Zajmie to nam dużo czasu - Ostrzegł mnie Zayn.
- Ile ?
- Zależy kiedy się złamie.
- Mam czas, tata wie kim jestem...więc wie że mam dwa różne światy, raczej tak to mogę określić.
- Świetnie.
- Niall znaczy się Prof.Niall, zdradził wam gdzie jestem.
- Owszem, wszyscy obmyślamy plan jak przywrócić Harrego do normalności.
- Nie dziwię się, tyran z niego.
- ALEX ! - Upomniała mnie moja podopieczna.
- Taka jest prawda ale przepraszam.
- Nie ważne...ja się z nią zgadzam, jest wiele też skarg na niego i musimy go zawiesić - Powiedział
- Jak chcecie go naprawić ?
- Zobaczysz - Puścił mi oczko i odeszli.
Poszłam odwiedzić Ashtona, podzieliłam się z nim tymi świetnymi wieściami, czuł się lepiej ale nadal nie może wstawać z łóżka. Do "szpitalnego" pokoju wszedł mój ojciec.
- Alex, możemy iść.
- Mhm.
- Dam ci dwie minuty - Wyszedł.
- Do zobaczenia Ashton - Pocałowałam go w czoło.
- Cześć - Uśmiechnął się lekko.
Wsiadłam do samochodu i pojechaliśmy do naszego rodzinnego domu. Czułam napięcie, tata w skupieniu prowadził auto a ja oglądałam widoki za szybą. "Jak długo mnie tutaj nie było ?" zadałam sobie to pytanie. Po trzydziestu minutach które były dla mnie wiecznością zajechaliśmy na miejsce.
Wysiadłam z samochodu, stanęłam przed bramą i spojrzałam się na ojca.
- Idziesz ? - uśmiechnął się, otwierając bramę.
- Tak tylko...
- Tylko co...
- Boję się - mruknęłam
- Nie masz czego.
Podeszłam do drzwi i chwyciłam za klamkę, weszłam do środka. Czułam zapachy z kuchni, tęskniłam za tym domem i całą tą atmosferą. Z kuchni wyszła mama, spojrzałam się na nią i łzy napływały mi do oczu.
- Alex ? Boże kochany - przytuliła mnie.
- Cześć mamo.
- Gdzieś ty była, szukaliśmy cię...ty...
- Mamo to długa historia, tęskniłam i...cieszę się że cię widzę - Uścisnęłam ją mocniej.
- Opowiesz mi wszystko po obiedzie - Otarła łzy i wróciła do swojego ulubionego miejsca pracy, zawsze taka była gdy płacze, nie chce by ktoś widział jej łzy.
- Gdzie jest Lexie ? - weszłam jeszcze do kuchni.
Zapadła cisza.
- Yhm, Lexie...leży w szpitalu, zapadła w śpiączkę.
- Co ? jak to ?
- Miała wypadek miesiąc temu, okazał się na tyle poważny że...
- A mnie właśnie wtedy nie było i nie ma mnie przy niej - Usiadłam, byłam w szoku.
Tata wszedł do kuchni, wiedział już że się dowiedziałam.
Tak długo jak tylko się dało starałam się spędzić z mamą jak najwięcej czasu, wiedziałam że moje wizyty w tym domu nie będą częste, dużo ryzyka o ich życie.
Gdy wróciliśmy do domu, weszłam do swojego pokoju, tata jak zwykle ma najwięcej spraw do załatwienia. Usiadłam na parapecie i myślałam już nie o Harrym ale o mojej małej siostrzyczce. Odwiedzę ją we śnie. Harry mnie nie nauczył więc sama muszę się nauczyć, tylko jakieś wskazówki mi są potrzebne. Biblioteka to będzie najlepsze rozwiązanie. Poszłam do Ashtona, leżał i oglądał telewizję.
- Mogę ? - Weszłam bez pukania.
- Jasne - Uśmiechnął się.
- Jak się czujesz ? - Podeszłam i musnęłam go w usta.
- Lepiej, mogę chodzić i w ogóle, tylko bez gwałtownych ruchów.
- Przepraszam - Przytuliłam się do niego - Nie chciałam cię uszkodzić ale tylko zrzuciłam cię z łóżka.
- Weźmy pod uwagę to ile ty masz siły, nie panujesz nad nią z resztą jak nad emocjami.
- Słucham ?! - Podniosłam się na łokciu.
- O tym mówię - Zaśmiał się i przyciągnął mnie do siebie - Powiedz mi lepiej jak było na spotkaniu.
- Spotkałam się z mamą, przegadałam z nią cały dzień, myślałam że zostaniemy do późnego wieczora ale wiesz ryzyko i te inne. Lexie leży w śpiączce, miała wypadek i to właśnie w tym czasie co mnie nie było.
- Alex, płacząc nic nie zdziałasz.
- A co mam zrobić do diabła ?! Chcę się z nią skontaktować przez sen, Harry miał mnie nauczyć.
- To ten twój obrońca - Z jego miłego tonu przeszedł na swoje "burknięcia" których nie znosiłam.
- Przestań ! Wiesz jak mogę się tego nauczyć ?
- Jesteś za młodym wilkiem jak i za młodym wampirem by to praktykować.
- Muszę !
- Powiedziałem coś ! Ojciec tym bardziej się nie zgodzi i słuchaj mnie bo zginiesz przez własną głupotę.
- Żartujesz sobie ze mnie ?!- Podniosłam się.
- Przestań się tak wnerwiać - Wstał - Cały czas masz o coś pretensje !
- Nie mam o nic pretensji, nie prosiłam się o to wszystko! Nie chciałam być ani żadnym wampirem ani wilkołakiem!
- Pewnie, najlepiej zwalić to wszystko na wilki i na wampiry, pomyśl może jak ty się zachowujesz i jaka jesteś!
- Ok! pomyślę w samotności, miłego odpoczynku - Wyszłam i trzasnęłam drzwiami.
Poszłam na podwórko, czekali tam już wszyscy.
- Co wy tutaj robicie ? Jak tu weszliście ?
- Ciężko było ale jakoś daliśmy radę - Odpowiedział Liam
- Idziesz ? - Upewnił się Niall
- Sama nie wiem...
- Zaryzykuj ! - Podszedł do mnie Zayn
Spojrzałam się na nich, przez moment czułam że chciałam zrezygnować ale postanowiłam że jednak pomogę.
- Idziemy! - Powiedziałam.
Wstałam dość późno jak na mnie, pobiegłam szybko wziąć prysznic, wyciągnęłam z szafy zwykły T-shirt i niebieskie rurki.
Zrobiłam sobie szybki makijaż i uczesałam włosy, tutaj każdy wie kim jestem więc mogłam sobie pozwolić na koka. Wybiegłam z pokoju, poszłam do mojego taty który rozmawiał z Marcusem.
- Hej tato - Przytuliłam do niego.
- Alex, późno wstałaś - Zaśmiał się.
- Miałam wczoraj ciężki dzień, kiedy idziemy ?
- Za godzinę, muszę jeszcze coś pozałatwiać.
- Świetnie - Odeszłam.
Wyszłam na zewnątrz, spojrzałam na bramę która była pilnowana przez strażników, dyskutowali z dwójką ludzi, nie mogłam się dopatrzeć kto to był. Były też tutaj dzieciaki które bawiły się razem w kółku, podeszłam do bramy był to Zayn z Nancy.
- Wróciłaś tutaj ?- Zapytał Zayn.
- Wróciłam...przykro mi, tutaj jest moja rodzina i ja muszę tutaj zostać.
- Niall powiedział że pomożesz nam z Harrym - Powiedziała Nancy.
- Pomogę, dzisiaj w nocy.
- Zajmie to nam dużo czasu - Ostrzegł mnie Zayn.
- Ile ?
- Zależy kiedy się złamie.
- Mam czas, tata wie kim jestem...więc wie że mam dwa różne światy, raczej tak to mogę określić.
- Świetnie.
- Niall znaczy się Prof.Niall, zdradził wam gdzie jestem.
- Owszem, wszyscy obmyślamy plan jak przywrócić Harrego do normalności.
- Nie dziwię się, tyran z niego.
- ALEX ! - Upomniała mnie moja podopieczna.
- Taka jest prawda ale przepraszam.
- Nie ważne...ja się z nią zgadzam, jest wiele też skarg na niego i musimy go zawiesić - Powiedział
- Jak chcecie go naprawić ?
- Zobaczysz - Puścił mi oczko i odeszli.
Poszłam odwiedzić Ashtona, podzieliłam się z nim tymi świetnymi wieściami, czuł się lepiej ale nadal nie może wstawać z łóżka. Do "szpitalnego" pokoju wszedł mój ojciec.
- Alex, możemy iść.
- Mhm.
- Dam ci dwie minuty - Wyszedł.
- Do zobaczenia Ashton - Pocałowałam go w czoło.
- Cześć - Uśmiechnął się lekko.
Wsiadłam do samochodu i pojechaliśmy do naszego rodzinnego domu. Czułam napięcie, tata w skupieniu prowadził auto a ja oglądałam widoki za szybą. "Jak długo mnie tutaj nie było ?" zadałam sobie to pytanie. Po trzydziestu minutach które były dla mnie wiecznością zajechaliśmy na miejsce.
Wysiadłam z samochodu, stanęłam przed bramą i spojrzałam się na ojca.
- Idziesz ? - uśmiechnął się, otwierając bramę.
- Tak tylko...
- Tylko co...
- Boję się - mruknęłam
- Nie masz czego.
Podeszłam do drzwi i chwyciłam za klamkę, weszłam do środka. Czułam zapachy z kuchni, tęskniłam za tym domem i całą tą atmosferą. Z kuchni wyszła mama, spojrzałam się na nią i łzy napływały mi do oczu.
- Alex ? Boże kochany - przytuliła mnie.
- Cześć mamo.
- Gdzieś ty była, szukaliśmy cię...ty...
- Mamo to długa historia, tęskniłam i...cieszę się że cię widzę - Uścisnęłam ją mocniej.
- Opowiesz mi wszystko po obiedzie - Otarła łzy i wróciła do swojego ulubionego miejsca pracy, zawsze taka była gdy płacze, nie chce by ktoś widział jej łzy.
- Gdzie jest Lexie ? - weszłam jeszcze do kuchni.
Zapadła cisza.
- Yhm, Lexie...leży w szpitalu, zapadła w śpiączkę.
- Co ? jak to ?
- Miała wypadek miesiąc temu, okazał się na tyle poważny że...
- A mnie właśnie wtedy nie było i nie ma mnie przy niej - Usiadłam, byłam w szoku.
Tata wszedł do kuchni, wiedział już że się dowiedziałam.
Tak długo jak tylko się dało starałam się spędzić z mamą jak najwięcej czasu, wiedziałam że moje wizyty w tym domu nie będą częste, dużo ryzyka o ich życie.
Gdy wróciliśmy do domu, weszłam do swojego pokoju, tata jak zwykle ma najwięcej spraw do załatwienia. Usiadłam na parapecie i myślałam już nie o Harrym ale o mojej małej siostrzyczce. Odwiedzę ją we śnie. Harry mnie nie nauczył więc sama muszę się nauczyć, tylko jakieś wskazówki mi są potrzebne. Biblioteka to będzie najlepsze rozwiązanie. Poszłam do Ashtona, leżał i oglądał telewizję.
- Mogę ? - Weszłam bez pukania.
- Jasne - Uśmiechnął się.
- Jak się czujesz ? - Podeszłam i musnęłam go w usta.
- Lepiej, mogę chodzić i w ogóle, tylko bez gwałtownych ruchów.
- Przepraszam - Przytuliłam się do niego - Nie chciałam cię uszkodzić ale tylko zrzuciłam cię z łóżka.
- Weźmy pod uwagę to ile ty masz siły, nie panujesz nad nią z resztą jak nad emocjami.
- Słucham ?! - Podniosłam się na łokciu.
- O tym mówię - Zaśmiał się i przyciągnął mnie do siebie - Powiedz mi lepiej jak było na spotkaniu.
- Spotkałam się z mamą, przegadałam z nią cały dzień, myślałam że zostaniemy do późnego wieczora ale wiesz ryzyko i te inne. Lexie leży w śpiączce, miała wypadek i to właśnie w tym czasie co mnie nie było.
- Alex, płacząc nic nie zdziałasz.
- A co mam zrobić do diabła ?! Chcę się z nią skontaktować przez sen, Harry miał mnie nauczyć.
- To ten twój obrońca - Z jego miłego tonu przeszedł na swoje "burknięcia" których nie znosiłam.
- Przestań ! Wiesz jak mogę się tego nauczyć ?
- Jesteś za młodym wilkiem jak i za młodym wampirem by to praktykować.
- Muszę !
- Powiedziałem coś ! Ojciec tym bardziej się nie zgodzi i słuchaj mnie bo zginiesz przez własną głupotę.
- Żartujesz sobie ze mnie ?!- Podniosłam się.
- Przestań się tak wnerwiać - Wstał - Cały czas masz o coś pretensje !
- Nie mam o nic pretensji, nie prosiłam się o to wszystko! Nie chciałam być ani żadnym wampirem ani wilkołakiem!
- Pewnie, najlepiej zwalić to wszystko na wilki i na wampiry, pomyśl może jak ty się zachowujesz i jaka jesteś!
- Ok! pomyślę w samotności, miłego odpoczynku - Wyszłam i trzasnęłam drzwiami.
Poszłam na podwórko, czekali tam już wszyscy.
- Co wy tutaj robicie ? Jak tu weszliście ?
- Ciężko było ale jakoś daliśmy radę - Odpowiedział Liam
- Idziesz ? - Upewnił się Niall
- Sama nie wiem...
- Zaryzykuj ! - Podszedł do mnie Zayn
Spojrzałam się na nich, przez moment czułam że chciałam zrezygnować ale postanowiłam że jednak pomogę.
- Idziemy! - Powiedziałam.
czwartek, 5 marca 2015
Rozdział 21
~*~
Obudziłam się w nocy, Mery wróciła z zajęć i spała. Wyszłam na balkon i patrzyłam się na gwiazdy.
- Alex ! - usłyszałam kogoś.
Nagle zza drzewa wyłoniła się postać.
- Ashton ? co ty tutaj robisz ?!- Zeskoczyłam z okna i stałam tuż przed nim.
- Wow, zadziwiasz mnie tymi swoimi wampirzymi umiejętnościami - Uśmiechnął się.
- Nie możesz tutaj być - Pociągnęłam go za sobą i odeszliśmy z pola widzenia.
Stanęliśmy w środku lasu i patrzyliśmy sobie głęboko w oczy, panowała cisza.
- Wiem że nie mogę tu być ale jesteśmy przyjaciółmi.
- No tak...- Odpowiedziałam
- Coś nie tak ?
- Dlaczego ? - Zapytałam.
- Na ogół się śmiałaś a teraz jesteś jakaś...
- Nie układa mi się tutaj za dobrze.
- Możesz też wrócić do nas - Splótł nasze ręce, postanowiłam zrobić ten krok, zaryzykować, pocałowałam go.
Pocałunek był długi i namiętny.
- Idziemy ?
- Gdzie ? - rozejrzałam się dookoła
- Do domu
- Tu jest...nie...- spojrzałam się na budynek.
Nie wiedziałam co zrobić czy zostać tutaj i nadal czuć ból czy wrócić do Ashtona. Byłam rozdarta, chciałam w głębi serca zostać i żywić nadzieję że może uda mi się pomóc Harremu ale realia były inne. Poszłam za Ashtonem. Weszłam z nim do pokoju, objął mnie w talii, ja tylko się lekko uśmiechnęłam, pocałował mnie, rzuciliśmy się na łóżko, muskał moją szyję, nagle usłyszeliśmy że ktoś wszedł do pokoju, zepchnęłam go z jego własnego łóżka.
- Ash? dlaczego leżysz na podłodze ? - Usłyszałam znajomy głos, nie mogłam w to uwierzyć, nagle osoba stojąca w drzwiach patrzyła na mnie zszokowana a zarazem wystraszona.
- Alex!
- Prof.Niall ?
- Yhm, rozumiem że to jest twój wybór - Spojrzał się na Ashtona który nie mógł się ruszyć.
- Nie teraz, proszę.
Ashton nie mógł się ruszyć, uszkodziłam go. Zawiadomiłam Marcusa który zawsze mi pomagał, zabrali go.
- Zapytał mnie P-.
- Nie Pan, teraz nie !
- Dobrze, zapytałeś mnie czy to jest mój wybór, może nie przemyślałam tego ale nie daje sobie rady, przebywanie z Harrym jest jak...wyrwanie serca i wkładanie go spowrotem i ponowne wyrwanie i tak w kółko.
- Wiesz że on...
- Nie...wyłączenie uczuć go nie usprawiedliwia Niall !
- No tak, ale wiesz że można mu pomóc.
- I na co to? znowu je wyłączy i tak mam się bawić ?
- Nie chcę cię zmuszać ale przecież nie jesteś jedną z nich
- Może nie jestem ale...oni chcieli mnie tutaj z jakiegoś powodu o którym nie mam pojęcia... to mnie mają.
- Nie mów nikomu od nas że tutaj byłem.
- A co tutaj robisz ? - Spojrzałam na niego zaskoczona.
- Ashtona znam od małego, nasze drogi rozdzieliły się setki lat temu, ja stałem się wampirem a w jego rodzinie były dwie osoby wilkołakami i przypadło na niego, więc po cichu się widujemy.
- Pieprzone rasy, dlaczego tak to musi być ? Ty jesteś inny!
- Ale też muszę z nimi walczyć.
- Ale nie patrzysz na to kim on jest, mimo wszystko się przyjaźnicie.
- No bo na tym polega przyjaźń.
- Obiecuje, nikt się nie dowie...to będzie nasz taki mały sekret - Uśmiechnęłam się.
Poszliśmy do Ashtona, założyli mu na kark kołnierz, wzięłam go za rękę a on spojrzał się na mnie z lekkim uśmiechem.
- Przepraszam - Powiedziałam, śmiejąc się.
- Nie no...bywało gorzej...ale zapłacisz za to - ścisnął moją dłoń
- Wyjścia raczej nie mam, zostawię was samych.
Wyszłam z pokoju, poszłam na spacer, było dość zimno więc postanowiłam że wrócę do środka.
~Harry~
Siedziałem na fotelu, słuchając gadania chłopaków, czasami zastanawiam się dlaczego ja daję sobie wejść na głowę, spojrzałem się na nich powoli tracąc cierpliwość.
- Człowieku opanuj się, pracujesz w szkole w takich miejscach nie masz prawa wyłączyć uczuć.- Krzyczał Liam
- Po drugie, my zawsze jesteśmy z tobą ale ona nie zasłużyła na coś takiego, nawet ją polubiłem - Dodał Zayn.
- Skończona nauka o tym jak to nie można ranić dziewczyn, tak? ŚWIETNIE!
- Ale...
- Skończyłem, idziecie na whisky lub polowanie lub coś by zaspokoić wasze uczucia czy coś.
- Idź sam ! - Burknął Louis
- Pójdę z tobą - Powiedział Zayn, nie był zbytnio zadowolony.
~Alex~
Usłyszałam jakieś rozmowy z drzwi Leiszy, słyszałam bardzo bliski i znajomy mi głos, oparłam się o ścianę i patrzyłam się w drzwi, czekałam kiedy się otworzą, łzy napłynęły mi do oczu.
Nagle po kilkunastu minutach czekania otworzyły się, stał w nich wysoki mężczyzna, spojrzał się na mnie dość zaskoczony.
- A-Alex? - Powiedział drżącym głosem.
- Tata - Stałam i nie mogłam uwierzyć w to co widzę.
- Alex, córciu! - Przytulił mnie, nie chciałam wyrywać się z jego uścisku, przytuliłam go mocno i oboje zaczęliśmy już płakać.
- Co ty tutaj robisz ?
- Przecież już wiesz...
- Jesteś jednym z nich ?
- Owszem ale ty też jesteś jedną z nas...masz to po mnie i po innych przodkach.
- Nie jest to tak do końca jak mówisz.
- Co?!
- Wcześniej może tak, oczywiście przed moim zniknięciem.
- Co to ma z tym wspólnego ?
- W nocy gdy zostałam zaatakowana, naznaczono mnie...zmieniono w wampira...jestem pół wilkiem i pół wampirem...jestem jak to określiła Nancy, hybrydą.
- Ale...to niemożliwe, przecież...- Odsunął się ode mnie, w jego oczach był strach.
- Tato, nic ci nie zrobię...jestem nauczona samokontroli, miałam świetnego nauczyciela.
- Już nie jest świetny? Miałaś przemianę?
- Niestety jego szare komórki szwankują, tak miałam już nawet trzy przemiany i też wiem jak się kontrolować.
- Sprawdzimy to jutro, idź do siebie.
- Chciałabym zobaczyć się z Lexie i z mamą.
- One są w domu, pewnie śpią...jutro.
- W porządku.
Nie mogłam w to uwierzyć, nadal do mnie to nie dociera. Mogę widywać się z ojcem i on zna prawdę, jutro spotkam się z mamą i moją siostrzyczką.
Wiedziałam że nadejdzie ten dzień, tym dniem zawsze chciałam cieszyć się z Harrym ale jednak to nie poszło mi po mojej myśli. Pobiegłam do Nialla, pierwsze co zrobiłam to go przytuliłam.
- Co się dzieje ? - Zapytał zdziwiony.
- Ja...mój tata i...
- Co ? Alex, powoli - Spojrzał się na mnie.
- Mój tata tutaj jest, spotkałam go, on jest jednym z nich i jutro widzę się z mamą i z Lexie.
- Świetnie - Widać było jego szczerość, on był dla mnie wsparciem.
- Nie mogę się doczekać - Otarłam łzę.
- Dlaczego płaczesz ?
- A ty byś nie płakał?
- No tak minął prawie rok.
- Chciałam się tą wieścią cieszyć też z Harrym - spojrzałam się w podłogę.
- On też się ucieszy...teraz pewnie jakoś po swojemu, ale też się pewnie ucieszy.
- Myślałam że będąc tutaj, zapomnę.
- Nie pamiętasz tego że "Czas leczy rany" ?
- No tak...
- Pamiętaj, jeżeli będziesz nam chciała jednak pomóc...to wiesz gdzie iść.
- Nie wiem...Beatris go też...może też ona będzie mogła mu pomóc.
- Nawet nie wiesz jak on się zmienił pod twoim wpływem, Alex, Beatris była dla niego taką no...na jedną noc...ale ty byłaś ważna dla niego, nadal jesteś tylko on nie przyjmuje tego do wiadomości.
- Dlaczego ?
- Wcześniej był bez uczuć bo to była jego natura, był silny, był maszyną do zabijania a potem gdy zjawiłaś się ty, miękł to było jak kwitnięcie kwiatka jak kwiat kwitnie robi się większy a on stawał się bardziej miękki i uczuciowy.
- Faceci są beznadziejni - Burknęłam.
- Ej, bez takich !
- Przepraszam.
- W porządku - Spojrzał się w okno.
- Dobrze, pomogę...ale jak na razie chcę tutaj zostać.
- Ze względu na ojca ?
- Tak, nie chcę stracić ojca i reszty rodziny ale też nie chcę stracić Harrego - Wzięłam kilka wdechów.
- A co z Ashtonem?
- Ashton...to przyjaciel ale coś jest takiego...nie wiem jak to opisać...nie ważne, chcę pomóc Harremu i to nie ze względu na siebie ale ze względu na was, jest straszny z zachowania wobec was a wy jesteście jego przyjaciółmi i nie ma prawa tak was traktować.
- Nas to tak nie rusza.
- Przestań, Louis chodzi wściekły non stop.
- No tak...dziękujemy - Uśmiechnął się - Idź spać, jutro masz wielkie spotkanie, ja wracam.
- Do zobaczenia - Przytuliłam go i poszedł.
Zamknęłam drzwi na zamek i położyłam się do łóżka, cała drżałam ale to chyba z radości jutrzejszego dnia.
Obudziłam się w nocy, Mery wróciła z zajęć i spała. Wyszłam na balkon i patrzyłam się na gwiazdy.
- Alex ! - usłyszałam kogoś.
Nagle zza drzewa wyłoniła się postać.
- Ashton ? co ty tutaj robisz ?!- Zeskoczyłam z okna i stałam tuż przed nim.
- Wow, zadziwiasz mnie tymi swoimi wampirzymi umiejętnościami - Uśmiechnął się.
- Nie możesz tutaj być - Pociągnęłam go za sobą i odeszliśmy z pola widzenia.
Stanęliśmy w środku lasu i patrzyliśmy sobie głęboko w oczy, panowała cisza.
- Wiem że nie mogę tu być ale jesteśmy przyjaciółmi.
- No tak...- Odpowiedziałam
- Coś nie tak ?
- Dlaczego ? - Zapytałam.
- Na ogół się śmiałaś a teraz jesteś jakaś...
- Nie układa mi się tutaj za dobrze.
- Możesz też wrócić do nas - Splótł nasze ręce, postanowiłam zrobić ten krok, zaryzykować, pocałowałam go.
Pocałunek był długi i namiętny.
- Idziemy ?
- Gdzie ? - rozejrzałam się dookoła
- Do domu
- Tu jest...nie...- spojrzałam się na budynek.
Nie wiedziałam co zrobić czy zostać tutaj i nadal czuć ból czy wrócić do Ashtona. Byłam rozdarta, chciałam w głębi serca zostać i żywić nadzieję że może uda mi się pomóc Harremu ale realia były inne. Poszłam za Ashtonem. Weszłam z nim do pokoju, objął mnie w talii, ja tylko się lekko uśmiechnęłam, pocałował mnie, rzuciliśmy się na łóżko, muskał moją szyję, nagle usłyszeliśmy że ktoś wszedł do pokoju, zepchnęłam go z jego własnego łóżka.
- Ash? dlaczego leżysz na podłodze ? - Usłyszałam znajomy głos, nie mogłam w to uwierzyć, nagle osoba stojąca w drzwiach patrzyła na mnie zszokowana a zarazem wystraszona.
- Alex!
- Prof.Niall ?
- Yhm, rozumiem że to jest twój wybór - Spojrzał się na Ashtona który nie mógł się ruszyć.
- Nie teraz, proszę.
Ashton nie mógł się ruszyć, uszkodziłam go. Zawiadomiłam Marcusa który zawsze mi pomagał, zabrali go.
- Zapytał mnie P-.
- Nie Pan, teraz nie !
- Dobrze, zapytałeś mnie czy to jest mój wybór, może nie przemyślałam tego ale nie daje sobie rady, przebywanie z Harrym jest jak...wyrwanie serca i wkładanie go spowrotem i ponowne wyrwanie i tak w kółko.
- Wiesz że on...
- Nie...wyłączenie uczuć go nie usprawiedliwia Niall !
- No tak, ale wiesz że można mu pomóc.
- I na co to? znowu je wyłączy i tak mam się bawić ?
- Nie chcę cię zmuszać ale przecież nie jesteś jedną z nich
- Może nie jestem ale...oni chcieli mnie tutaj z jakiegoś powodu o którym nie mam pojęcia... to mnie mają.
- Nie mów nikomu od nas że tutaj byłem.
- A co tutaj robisz ? - Spojrzałam na niego zaskoczona.
- Ashtona znam od małego, nasze drogi rozdzieliły się setki lat temu, ja stałem się wampirem a w jego rodzinie były dwie osoby wilkołakami i przypadło na niego, więc po cichu się widujemy.
- Pieprzone rasy, dlaczego tak to musi być ? Ty jesteś inny!
- Ale też muszę z nimi walczyć.
- Ale nie patrzysz na to kim on jest, mimo wszystko się przyjaźnicie.
- No bo na tym polega przyjaźń.
- Obiecuje, nikt się nie dowie...to będzie nasz taki mały sekret - Uśmiechnęłam się.
Poszliśmy do Ashtona, założyli mu na kark kołnierz, wzięłam go za rękę a on spojrzał się na mnie z lekkim uśmiechem.
- Przepraszam - Powiedziałam, śmiejąc się.
- Nie no...bywało gorzej...ale zapłacisz za to - ścisnął moją dłoń
- Wyjścia raczej nie mam, zostawię was samych.
Wyszłam z pokoju, poszłam na spacer, było dość zimno więc postanowiłam że wrócę do środka.
~Harry~
Siedziałem na fotelu, słuchając gadania chłopaków, czasami zastanawiam się dlaczego ja daję sobie wejść na głowę, spojrzałem się na nich powoli tracąc cierpliwość.
- Człowieku opanuj się, pracujesz w szkole w takich miejscach nie masz prawa wyłączyć uczuć.- Krzyczał Liam
- Po drugie, my zawsze jesteśmy z tobą ale ona nie zasłużyła na coś takiego, nawet ją polubiłem - Dodał Zayn.
- Skończona nauka o tym jak to nie można ranić dziewczyn, tak? ŚWIETNIE!
- Ale...
- Skończyłem, idziecie na whisky lub polowanie lub coś by zaspokoić wasze uczucia czy coś.
- Idź sam ! - Burknął Louis
- Pójdę z tobą - Powiedział Zayn, nie był zbytnio zadowolony.
~Alex~
Usłyszałam jakieś rozmowy z drzwi Leiszy, słyszałam bardzo bliski i znajomy mi głos, oparłam się o ścianę i patrzyłam się w drzwi, czekałam kiedy się otworzą, łzy napłynęły mi do oczu.
Nagle po kilkunastu minutach czekania otworzyły się, stał w nich wysoki mężczyzna, spojrzał się na mnie dość zaskoczony.
- A-Alex? - Powiedział drżącym głosem.
- Tata - Stałam i nie mogłam uwierzyć w to co widzę.
- Alex, córciu! - Przytulił mnie, nie chciałam wyrywać się z jego uścisku, przytuliłam go mocno i oboje zaczęliśmy już płakać.
- Co ty tutaj robisz ?
- Przecież już wiesz...
- Jesteś jednym z nich ?
- Owszem ale ty też jesteś jedną z nas...masz to po mnie i po innych przodkach.
- Nie jest to tak do końca jak mówisz.
- Co?!
- Wcześniej może tak, oczywiście przed moim zniknięciem.
- Co to ma z tym wspólnego ?
- W nocy gdy zostałam zaatakowana, naznaczono mnie...zmieniono w wampira...jestem pół wilkiem i pół wampirem...jestem jak to określiła Nancy, hybrydą.
- Ale...to niemożliwe, przecież...- Odsunął się ode mnie, w jego oczach był strach.
- Tato, nic ci nie zrobię...jestem nauczona samokontroli, miałam świetnego nauczyciela.
- Już nie jest świetny? Miałaś przemianę?
- Niestety jego szare komórki szwankują, tak miałam już nawet trzy przemiany i też wiem jak się kontrolować.
- Sprawdzimy to jutro, idź do siebie.
- Chciałabym zobaczyć się z Lexie i z mamą.
- One są w domu, pewnie śpią...jutro.
- W porządku.
Nie mogłam w to uwierzyć, nadal do mnie to nie dociera. Mogę widywać się z ojcem i on zna prawdę, jutro spotkam się z mamą i moją siostrzyczką.
Wiedziałam że nadejdzie ten dzień, tym dniem zawsze chciałam cieszyć się z Harrym ale jednak to nie poszło mi po mojej myśli. Pobiegłam do Nialla, pierwsze co zrobiłam to go przytuliłam.
- Co się dzieje ? - Zapytał zdziwiony.
- Ja...mój tata i...
- Co ? Alex, powoli - Spojrzał się na mnie.
- Mój tata tutaj jest, spotkałam go, on jest jednym z nich i jutro widzę się z mamą i z Lexie.
- Świetnie - Widać było jego szczerość, on był dla mnie wsparciem.
- Nie mogę się doczekać - Otarłam łzę.
- Dlaczego płaczesz ?
- A ty byś nie płakał?
- No tak minął prawie rok.
- Chciałam się tą wieścią cieszyć też z Harrym - spojrzałam się w podłogę.
- On też się ucieszy...teraz pewnie jakoś po swojemu, ale też się pewnie ucieszy.
- Myślałam że będąc tutaj, zapomnę.
- Nie pamiętasz tego że "Czas leczy rany" ?
- No tak...
- Pamiętaj, jeżeli będziesz nam chciała jednak pomóc...to wiesz gdzie iść.
- Nie wiem...Beatris go też...może też ona będzie mogła mu pomóc.
- Nawet nie wiesz jak on się zmienił pod twoim wpływem, Alex, Beatris była dla niego taką no...na jedną noc...ale ty byłaś ważna dla niego, nadal jesteś tylko on nie przyjmuje tego do wiadomości.
- Dlaczego ?
- Wcześniej był bez uczuć bo to była jego natura, był silny, był maszyną do zabijania a potem gdy zjawiłaś się ty, miękł to było jak kwitnięcie kwiatka jak kwiat kwitnie robi się większy a on stawał się bardziej miękki i uczuciowy.
- Faceci są beznadziejni - Burknęłam.
- Ej, bez takich !
- Przepraszam.
- W porządku - Spojrzał się w okno.
- Dobrze, pomogę...ale jak na razie chcę tutaj zostać.
- Ze względu na ojca ?
- Tak, nie chcę stracić ojca i reszty rodziny ale też nie chcę stracić Harrego - Wzięłam kilka wdechów.
- A co z Ashtonem?
- Ashton...to przyjaciel ale coś jest takiego...nie wiem jak to opisać...nie ważne, chcę pomóc Harremu i to nie ze względu na siebie ale ze względu na was, jest straszny z zachowania wobec was a wy jesteście jego przyjaciółmi i nie ma prawa tak was traktować.
- Nas to tak nie rusza.
- Przestań, Louis chodzi wściekły non stop.
- No tak...dziękujemy - Uśmiechnął się - Idź spać, jutro masz wielkie spotkanie, ja wracam.
- Do zobaczenia - Przytuliłam go i poszedł.
Zamknęłam drzwi na zamek i położyłam się do łóżka, cała drżałam ale to chyba z radości jutrzejszego dnia.
sobota, 28 lutego 2015
Rozdział 20
~*~
Obudziłam się,sama. Rozglądałam się dookoła byłam u siebie w pokoju, bez niego.Wstałam i podeszłam do szuflady,spojrzałam na plan moje dwie pierwsze godziny to...przeklęte łowiectwo, postanowiłam nie pójść.
Ubrałam się i ogarnęłam ale nagle przyszło mi do głowy "Alex! On wyłączył uczucia a ty teraz udowodnij że się nie przejmujesz, nawet jakby to bolało gorzej niż przebicie twojego serca na wylot!".
Założyłam czarne rurki, zwykły biały T-shirt i skórzaną kurtkę, spojrzałam na buty postanowiłam założyć wysokie czarne koturny, włosy rozpuściłam i rzęsy musnęłam lekko tuszem. "Niech wie co stracił",pomyślałam. Wzięłam torbę i zjawiłam się na sali gdzie był sam Profesor. Styles.
Usiadłam na ławce i starałam się nie zwracać na niego uwagi.
- Mamy zajęcia na zewnątrz
- Mam sprawny naszyjnik!
- Oh...to świetnie !
- Nawet nie wie Pan jak się cieszę z tego powodu.
- Ja też !
Stanęłam na przeciwko niego i spojrzałam w jego kartki, na jednej zauważyłam zapisane przeze mnie inicjały.
- Mogę długopis ?
- Pewnie - Dał mi i popatrzył na mnie z ironią
- A to - wskazałam na inicjały - Możemy wykreślić - zamazałam i spojrzałam się na niego, oddałam mu długopis.
Patrzył na mnie dość zdziwiony moim zachowaniem, uśmiechnął się odszedł.
Gdy wyszedł puściły mi nerwy i zaczęłam uderzać pięściami w materac, nie potrafiłam być twarda ale jednak nie pozwolę mu by miał jakąkolwiek satysfakcję to nie w moim stylu. Wyszłam na zewnątrz tak jak kazał mi Styles, była tam już Beatris i reszta.
Nagle poczułam zapach krwi, starałam się opanować ale jednak to jest silniejsze, oparłam się o mur, poczułam w sobie niesamowitą siłę, zamknęłam oczy i brałam głębokie oddechy, domyśliłam się że albo on nas sprawdza lub ktoś został zabity w okolicy. Jedna z koleżanek Beatris nie wytrzymała i rzuciła się prawie na nauczyciela który prowadził teorię i dawał wskazówki, zamknął ją w czymś co przypominało "klatkę".
Nie wiem jak tak można patrzeć gdy osoba się męczy i do tego wygłaszać swoje mądrości, czułam wściekłość zmieszaną z bólem. Minęła już godzina, odetchnęłam z ulgą i szybko ruszyłam przed siebie.
- Dobra robota, Alex !
Nie zwróciłam na to uwagi nadal szłam, wchodząc do szkoły trzasnęłam drzwiami. Minęłam Prof. Louisa o mało go nie potrąciłam.
- Ostrożnie - chwycił mnie za nadgarstek.
- Przepraszam - wyjąkałam.
- Coś się stało ?
Przed nami stanął Prof. Styles, spojrzałam się na niego.
- Wszystko jest w porządku, śpieszę się na następną lekcje z Prof. Horanem, jeszcze raz przepraszam-zmusiłam się na lekki uśmiech i odeszłam.
~Harry~
Przyglądałem się tej całej scenie z Louisem, dziewczyna potrafi być świetną aktorką jednak Zayn ją czegoś nauczył.
- Harry...wiesz o co chodzi ? - spojrzał się na mnie wskazując na Alex.
- Hmm...postanowiłem że między mną a Alex muszą być tylko i wyłącznie relacje "uczeń i nauczyciel"
- Trochę późno na to wpadłeś, co ci się zmieniło ?
- Odkryłem znak i już.
- Nie mówiłeś tego dosłownie że...
- Mówiłem to dosłownie - Odszedłem.
~Alex~
Weszłam do sali, sala była zapełniona już uczniami a Prof. Horan przeglądał jakieś kartki.
- Hej - usłyszałam za swoimi plecami, odwróciłam się była to Mery.
- Oh,cześć!- przytuliłam się.
- Jest sprawa - Powiedziała do mnie już z powagą w głosie.
- Jaka ? - Zapytałam zdziwiona.
- Nie wiem jak to się stało ale cała szkoła mówi że nie dogadujesz się z Stylsem.
- Yhm, to nie jest tak że się nie dogadujemy...tylko po prostu czujemy do siebie dystans, kto ci to powiedział ?
- Beatris wszystkim rozpowiedziała.
- Zabije ją ! - Powiedziałam przez zęby.
Nagle do sali weszła Nancy, wezwała mnie do siebie. Szłyśmy przez wąskie korytarze, nagle poczułam ukłucie w brzuchu.
- Wszystko w porządku? - Spojrzała się na mnie
- Tak, wszystko ok - wzięłam kilka głębszych oddechów i weszłyśmy do gabinetu, usiadłam na fotelu.
W sali byli Zayn, Louis, Niall, Liam i Harry.
- Dlaczego tutaj jesteśmy ? - Powiedziałam zmęczona.
- Chodzi o ciebie i Prof. Harrego - Odpowiedział Liam
Czy on im o wszystkim powiedział ? rzuciłam mu wściekłe spojrzenie i spojrzałam się na Nancy.
- Szybko, proszę bo nie wytrzymam - skurczyłam się by trochę przestało boleć.
- Co się wydarzyło dzisiaj na lekcji z Prof. Harrym ? - Zapytała
- Nic takiego, słuchałam co mówił Prof. Harry i nic więcej.
- Byłaś wobec mnie bezczelna.
- Nie zna Pan mojej bezczelności i dzisiaj zachowałam się w porządku.
- Twoje aroganckie zachowanie przekracza wszelkie normy, chcę cię uświadomić że jestem twoim Profesorem a nie kolegą.
- Dobrze, przepraszam...więcej się to nie powtórzy - Powiedziałam najspokojniej jak tylko potrafiłam.
- Alex, zostaniesz z nami a Prof. Harry z Nancy pójdą na obchód.- Powiedział Prof. Malik
- Ale... - Powiedział zdziwiony do Zayna
- Dzisiaj wy macie obchód - Dodał Liam
- No dobrze - Powiedziała i wyszli oboje z pokoju.
Spojrzałam się na nich, nie wiedziałam już czego się spodziewać.
- Wszystko ok ? - Dotknął mojego ramienia Louis
- Nic nie jest ok, wszystko się wali jeszcze ten przeklęty ból.
- Harry wyłączył uczucia, musimy coś zrobić żeby mu je jakoś przywrócić.- Powiedział Zayn
- A co ja mam do tego ? - Wstałam
- Bo to wy byliście razem
- A może był jeszcze z Beatris - Rzuciłam.
- Yhm, ale między wami...- Powiedział Niall
- Nie...nic między nami...było minęło i nie chcę o tym rozmawiać, chcę zacząć od nowa a teraz wybaczcie chciałabym odpocząć.
Wyszłam z sali, tego było za wiele, poszedł na skargę by zrobić mi na złość i uświadomić mi w pewnym sensie że pojął że to było złe, chłopaki chcą by im pomogła odzyskać mu jakieś uczucia bo je sobie wyłączył. Nie zrobię tego, jedno jest postanowione muszę się trzymać z daleka od Harrego Styles'a. Weszłam do pokoju i położyłam się na łóżku, zaczęłam płakać, nie mogłam dalej kryć nerwów jakie tłumiłam jeszcze parę minut temu.
Obudziłam się,sama. Rozglądałam się dookoła byłam u siebie w pokoju, bez niego.Wstałam i podeszłam do szuflady,spojrzałam na plan moje dwie pierwsze godziny to...przeklęte łowiectwo, postanowiłam nie pójść.
Ubrałam się i ogarnęłam ale nagle przyszło mi do głowy "Alex! On wyłączył uczucia a ty teraz udowodnij że się nie przejmujesz, nawet jakby to bolało gorzej niż przebicie twojego serca na wylot!".
Założyłam czarne rurki, zwykły biały T-shirt i skórzaną kurtkę, spojrzałam na buty postanowiłam założyć wysokie czarne koturny, włosy rozpuściłam i rzęsy musnęłam lekko tuszem. "Niech wie co stracił",pomyślałam. Wzięłam torbę i zjawiłam się na sali gdzie był sam Profesor. Styles.
Usiadłam na ławce i starałam się nie zwracać na niego uwagi.
- Mamy zajęcia na zewnątrz
- Mam sprawny naszyjnik!
- Oh...to świetnie !
- Nawet nie wie Pan jak się cieszę z tego powodu.
- Ja też !
Stanęłam na przeciwko niego i spojrzałam w jego kartki, na jednej zauważyłam zapisane przeze mnie inicjały.
- Mogę długopis ?
- Pewnie - Dał mi i popatrzył na mnie z ironią
- A to - wskazałam na inicjały - Możemy wykreślić - zamazałam i spojrzałam się na niego, oddałam mu długopis.
Patrzył na mnie dość zdziwiony moim zachowaniem, uśmiechnął się odszedł.
Gdy wyszedł puściły mi nerwy i zaczęłam uderzać pięściami w materac, nie potrafiłam być twarda ale jednak nie pozwolę mu by miał jakąkolwiek satysfakcję to nie w moim stylu. Wyszłam na zewnątrz tak jak kazał mi Styles, była tam już Beatris i reszta.
Nagle poczułam zapach krwi, starałam się opanować ale jednak to jest silniejsze, oparłam się o mur, poczułam w sobie niesamowitą siłę, zamknęłam oczy i brałam głębokie oddechy, domyśliłam się że albo on nas sprawdza lub ktoś został zabity w okolicy. Jedna z koleżanek Beatris nie wytrzymała i rzuciła się prawie na nauczyciela który prowadził teorię i dawał wskazówki, zamknął ją w czymś co przypominało "klatkę".
Nie wiem jak tak można patrzeć gdy osoba się męczy i do tego wygłaszać swoje mądrości, czułam wściekłość zmieszaną z bólem. Minęła już godzina, odetchnęłam z ulgą i szybko ruszyłam przed siebie.
- Dobra robota, Alex !
Nie zwróciłam na to uwagi nadal szłam, wchodząc do szkoły trzasnęłam drzwiami. Minęłam Prof. Louisa o mało go nie potrąciłam.
- Ostrożnie - chwycił mnie za nadgarstek.
- Przepraszam - wyjąkałam.
- Coś się stało ?
Przed nami stanął Prof. Styles, spojrzałam się na niego.
- Wszystko jest w porządku, śpieszę się na następną lekcje z Prof. Horanem, jeszcze raz przepraszam-zmusiłam się na lekki uśmiech i odeszłam.
~Harry~
Przyglądałem się tej całej scenie z Louisem, dziewczyna potrafi być świetną aktorką jednak Zayn ją czegoś nauczył.
- Harry...wiesz o co chodzi ? - spojrzał się na mnie wskazując na Alex.
- Hmm...postanowiłem że między mną a Alex muszą być tylko i wyłącznie relacje "uczeń i nauczyciel"
- Trochę późno na to wpadłeś, co ci się zmieniło ?
- Odkryłem znak i już.
- Nie mówiłeś tego dosłownie że...
- Mówiłem to dosłownie - Odszedłem.
~Alex~
Weszłam do sali, sala była zapełniona już uczniami a Prof. Horan przeglądał jakieś kartki.
- Hej - usłyszałam za swoimi plecami, odwróciłam się była to Mery.
- Oh,cześć!- przytuliłam się.
- Jest sprawa - Powiedziała do mnie już z powagą w głosie.
- Jaka ? - Zapytałam zdziwiona.
- Nie wiem jak to się stało ale cała szkoła mówi że nie dogadujesz się z Stylsem.
- Yhm, to nie jest tak że się nie dogadujemy...tylko po prostu czujemy do siebie dystans, kto ci to powiedział ?
- Beatris wszystkim rozpowiedziała.
- Zabije ją ! - Powiedziałam przez zęby.
Nagle do sali weszła Nancy, wezwała mnie do siebie. Szłyśmy przez wąskie korytarze, nagle poczułam ukłucie w brzuchu.
- Wszystko w porządku? - Spojrzała się na mnie
- Tak, wszystko ok - wzięłam kilka głębszych oddechów i weszłyśmy do gabinetu, usiadłam na fotelu.
W sali byli Zayn, Louis, Niall, Liam i Harry.
- Dlaczego tutaj jesteśmy ? - Powiedziałam zmęczona.
- Chodzi o ciebie i Prof. Harrego - Odpowiedział Liam
Czy on im o wszystkim powiedział ? rzuciłam mu wściekłe spojrzenie i spojrzałam się na Nancy.
- Szybko, proszę bo nie wytrzymam - skurczyłam się by trochę przestało boleć.
- Co się wydarzyło dzisiaj na lekcji z Prof. Harrym ? - Zapytała
- Nic takiego, słuchałam co mówił Prof. Harry i nic więcej.
- Byłaś wobec mnie bezczelna.
- Nie zna Pan mojej bezczelności i dzisiaj zachowałam się w porządku.
- Twoje aroganckie zachowanie przekracza wszelkie normy, chcę cię uświadomić że jestem twoim Profesorem a nie kolegą.
- Dobrze, przepraszam...więcej się to nie powtórzy - Powiedziałam najspokojniej jak tylko potrafiłam.
- Alex, zostaniesz z nami a Prof. Harry z Nancy pójdą na obchód.- Powiedział Prof. Malik
- Ale... - Powiedział zdziwiony do Zayna
- Dzisiaj wy macie obchód - Dodał Liam
- No dobrze - Powiedziała i wyszli oboje z pokoju.
Spojrzałam się na nich, nie wiedziałam już czego się spodziewać.
- Wszystko ok ? - Dotknął mojego ramienia Louis
- Nic nie jest ok, wszystko się wali jeszcze ten przeklęty ból.
- Harry wyłączył uczucia, musimy coś zrobić żeby mu je jakoś przywrócić.- Powiedział Zayn
- A co ja mam do tego ? - Wstałam
- Bo to wy byliście razem
- A może był jeszcze z Beatris - Rzuciłam.
- Yhm, ale między wami...- Powiedział Niall
- Nie...nic między nami...było minęło i nie chcę o tym rozmawiać, chcę zacząć od nowa a teraz wybaczcie chciałabym odpocząć.
Wyszłam z sali, tego było za wiele, poszedł na skargę by zrobić mi na złość i uświadomić mi w pewnym sensie że pojął że to było złe, chłopaki chcą by im pomogła odzyskać mu jakieś uczucia bo je sobie wyłączył. Nie zrobię tego, jedno jest postanowione muszę się trzymać z daleka od Harrego Styles'a. Weszłam do pokoju i położyłam się na łóżku, zaczęłam płakać, nie mogłam dalej kryć nerwów jakie tłumiłam jeszcze parę minut temu.
wtorek, 17 lutego 2015
Rozdział 19
~*~
Minęły już dwa miesiące od mojego powrotu do szkoły wciąż są kłótnie z wilkołakami lecz nie niszczą naszej szkoły i tak zbyt wiele osób ucierpiało. Nasza szkoła jest pod ścisłym nadzorem starszych wampirów ale też moich starych wilczych znajomych. Był już wieczór, postanowiłam że pójdę z Mery na zewnątrz.
- Gdzie idziecie ?! - warknął jeden ze strażników
- Jesteśmy głodne a w stołówce nie ma już krwi - powiedziałam
- Nie możemy was wypuścić !
- yhh...Mery, wracamy.
Weszłyśmy do pokoju Mery stanęła w przejściu i patrzyła się na osobę która leżała na jej łóżku.
- Witajcie ! - uśmiechnął się
- Kim ty do diabła jesteś ? - krzyknęła Mery
- Mery to jest Ashton
- Znasz go ?
- Owszem i zna mnie bardzo dobrze - uśmiechnął się
- Co ty tu do cholery robisz ?
- Stęskniłem się za moją krwiożerczą przyjaciółką - Parsknął
- Świetnie a więc zobaczyłeś mnie to możesz już wyjść - Wskazałam mu na drzwi.
- A gdzie herbata, mięsko czy picie ? jak ty gości traktujesz ?!
- Zdrajców tak jak należy.
- Dobra, stop ! o co wam chodzi ?! - Krzyknęła Mery.
- Mamy trochę nie wyjaśnionych spraw i wy raczej też
- Znam Alex bardzo dobrze !
- A jednak nie - spojrzał się na mnie
- Jak możesz tak robić ?!
- Może dlatego bo...
- Mery możesz nas zostawić ? - Zapytałam, ona spojrzała na mnie ze zrozumieniem.
Wyszła.
- A więc...dlaczego to zrobiłeś ? - Powiedziałam przez łzy - Ufałam ci a ty...
- Zrobiłem to bo...- Szukał odpowiednich słów.
- Bo co ?!
- Bo mi na tobie zależy - pocałował mnie. - Tak cholernie zależy !
- Ash doskonale wiesz że my...
- Daj mi szansę !
- Nie mogę, Ashton my jesteśmy przyjaciółmi...ja... - Sama nie mogłam dobrać słów, w głowie miałam chaos,łzy spływały mi po policzkach.
- Przemyśl to - Dotknął mojego policzka i odszedł.
Spojrzałam na zamykające się drzwi, usiadłam otępiała na łóżku. Byłam rozdarta.
Poszłam do biblioteki, szukałam jakiejś książki ale nic nie mogłam znaleźć, rzuciłam książką o następny regał.
- Coś się stało ? - Usłyszałam znajomy głos.
- Liam...nic takiego ważnego. - Skłamałam i szybko otarłam łzy.
- Widzę że coś się stało, chcesz pogadać ?
- Pokłóciłam się z Mery - Skłamałam.
- Mogę wiedzieć o co ?
- Powiedziała coś co mnie zabolało i to mocno - Nie wiedziałam co mówić, musiałam coś wymyślić zanim się domyśli że zmyślam ale myślę że już to wie.
- Pogodzicie się - Spojrzał się na mnie tym swoim podejrzliwym wzrokiem.
- Mam nadzieję - Posłałam mu lekki uśmiech.
- Idź do pokoju, ochłoń.
- Jasne.
Mijałam pokój Harrego więc pomyślałam że do niego przyjdę tak jak byliśmy umówieni wcześniej.
Zapukałam do drzwi, otworzył mi i spojrzał się na mnie dość zdziwiony jakby się mnie nie spodziewał, był bez koszulki.
- Alex, co ty tutaj robisz ?
- Mogę wejść ?
- No nie za bardzo wiesz mam bałagan i te inne...
- Zawsze masz bałagan - spojrzałam się na niego
- Kiedy indziej - powiedział oschle
- Powiedz że nie chcesz bym spędziła z tobą czas a nie wymyślasz bajki na poczekaniu.
- Do zobaczenia na zajęciach - zamknął drzwi.
Stałam zszokowana, byłam już wściekła nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić.
Wyszłam poza teren szkoły, ten sam strażnik zabronił mi wyjść lecz udawałam że go nie widzę.
Oparłam się o drzewo i powoli usiadłam na ziemi, schowałam głowę w kolanach i zaczęłam płakać.
Ashton chcę być ze mną ale serce mi na to nie pozwala bo kocham Harrego ale Harry ostatnio ma jakąś blokadę. Wzięłam głębokie wdechy i próbowałam się uspokoić.
- Alex ? - Usłyszałam Prof. Malika
- Prof. Malik...
- Co się stało ? - ukucnął na przeciwko mnie
- Wszystko się komplikuje.
- Ale się poukłada.
- Raczej...nie wiem.
- Grunt to nie tracić nadziei bo...
- Nadzieja umiera ostatnia ? - spojrzałam się na niego
- Też ale nadzieja też daje jakiejś otuchy.
- Gorzej jak coś lub ktoś rujnuje tą nadzieję.
- No tak...Wracaj do szkoły tu jest niebezpiecznie.
- Mi to bez różnicy, dzisiaj Prof. Harry miał mnie uczyć czegoś o tej porze ale jego huśtawki nastrojów.
- Czego miał cię uczyć ?
- Jakiejś nowej metody polowania czy coś - Ugryzłam się w język.
- Rozumiem, wracaj a ja z nim porozmawiam.
- Lepiej nie !
- Chodź - podał mi rękę i wróciliśmy razem do szkoły.
~ Harry ~
Siedziałem na fotelu wciąż rozmyślając o Alex, muszę to zakończyć. Znam już jej znak tylko po to miałem z nią być. Nalałem sobie szklankę whisky iż nie było krwi w stołówce a tylko to mogło zaspokoić moje pragnienia.
Do pokoju wszedł Zayn, jego mina wykazywała że znowu będzie prawić kazania.
- Co ty odwalasz znowu ?
- Co masz na myśli ?
- Alex powiedziała o jakiś lekcjach i...płakała.
- Postanowiłem to zakończyć dla dobra nas wszystkich ?
- Jak to zrobiłeś ? - usiadł i nalał sobie szklankę trunku.
- No cóż...przyszła ja jej powiedziałem że nie mogę i zamknąłem drzwi...
- No wiesz co, mogłeś to lepiej rozegrać.
- Trzeba czasami wiesz...
- Harry...ja już się nie dziwię że ty nikogo nie masz.
- Ty też nikogo nie masz.
- Ale ja nie chcę być w związku.
- Ja też już nie...znak jej znam to już nie muszę z nią być.
- Znasz jej znak ?
- Owszem...zwykły nietoperz obok jakiś zarys ale nie wiem czego - powiedziałem obojętnie.
- Harry, znam cię za dobrze czy ty wyłączyłeś coś takiego jak do diabła uczucia ?!
- To czasami się przydaje - uśmiechnąłem się patrząc w szklankę - To zdrowie mój bracie.
- Przemyśl to. - Wyszedł.
~Alex~
Przebrałam się w koszulkę i bokserki, umyłam zęby i włosy spięłam w koka. Patrzyłam się w lustro i bacznie się sobie przyglądałam. Po chwili Mery weszła do łazienki oznajmić mi że Prof.Malik chcę się ze mną zobaczyć, wyszłam na korytarz i czekałam aż coś powie.
- Ty i Harry...Chodź się przejść- Spojrzał się na mnie
- Może się przebiorę.
- Pójdziemy do miejsca gdzie nikt nie chodzi - posłał mi słaby uśmiech.
Poszliśmy do tak jakby piwnicy, usiadłam na jednej z poduszek i patrzyłam się na Malika.
- A więc ty i Harry...zakończyliście to ?
- Nie mam pojęcia...on chyba to zakończył, nic nie powiedział tylko odtrącił mnie i zamknął drzwi mi tuż przed nosem.
- Chcę cię ostrzec żebyś go nie denerwowała, wyłączył uczucia.
- Co? Dlaczego? - spojrzałam na niego zdziwiona.
- Powiedział że lepiej dla was obu
- Może, nie wiem - łzy spływały mi po policzkach
- Ja byłem przeciwny waszemu związku ale teraz...uświadomiłem sobie że nie potrzebnie.
- Nie mam wpływu na to co się stało, nawet nie wiem dlaczego to się stało.
- Pamiętaj...Nie możesz go rozgniewać !
- Jasne, dziękuje.
- Idź do siebie Alex, trzymaj się - uśmiechnął się
- Jasne - posłałam mu lekki uśmiech i wróciłam do siebie do pokoju.
To wszystko nie ma sensu, wczoraj mnie przepraszał za tą sytuację z Beatris a dzisiaj zachowuje się jak idiota, coś musiało się wydarzyć, teraz sobie przypomniał że romans z uczennicą nie miał prawa istnieć ?! Mery była na zajęciach, myślałam nad odejściem ale to i tak nie miało sensu ale jest większe ryzyko że wcześniej czy później wszyscy dowiedzą się kim jestem a pełnia już nie długo. Chciałam iść do Nancy ale nie miałam już na to siły, postanowiłam że na najlepiej teraz będzie się położyć i spróbować zasnąć.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hejka sis <3 Przepraszam że tak długo nie dodawałam rozdziałów ale teraz takie mam zawalenie w szkole że BRAK CZASU ;( Nie wiem jak wam ale ten rozdział wypadł dość hmm...ciekawie i trochę smutno ale coś musi się dziać, prawda ? :D
Mam nadzieję że wam się spodoba mój rozdział i że wyrazicie swoje opinie w komentarzach ;* Miłego czytania i komentowania <3 <3 <3
Minęły już dwa miesiące od mojego powrotu do szkoły wciąż są kłótnie z wilkołakami lecz nie niszczą naszej szkoły i tak zbyt wiele osób ucierpiało. Nasza szkoła jest pod ścisłym nadzorem starszych wampirów ale też moich starych wilczych znajomych. Był już wieczór, postanowiłam że pójdę z Mery na zewnątrz.
- Gdzie idziecie ?! - warknął jeden ze strażników
- Jesteśmy głodne a w stołówce nie ma już krwi - powiedziałam
- Nie możemy was wypuścić !
- yhh...Mery, wracamy.
Weszłyśmy do pokoju Mery stanęła w przejściu i patrzyła się na osobę która leżała na jej łóżku.
- Witajcie ! - uśmiechnął się
- Kim ty do diabła jesteś ? - krzyknęła Mery
- Mery to jest Ashton
- Znasz go ?
- Owszem i zna mnie bardzo dobrze - uśmiechnął się
- Co ty tu do cholery robisz ?
- Stęskniłem się za moją krwiożerczą przyjaciółką - Parsknął
- Świetnie a więc zobaczyłeś mnie to możesz już wyjść - Wskazałam mu na drzwi.
- A gdzie herbata, mięsko czy picie ? jak ty gości traktujesz ?!
- Zdrajców tak jak należy.
- Dobra, stop ! o co wam chodzi ?! - Krzyknęła Mery.
- Mamy trochę nie wyjaśnionych spraw i wy raczej też
- Znam Alex bardzo dobrze !
- A jednak nie - spojrzał się na mnie
- Jak możesz tak robić ?!
- Może dlatego bo...
- Mery możesz nas zostawić ? - Zapytałam, ona spojrzała na mnie ze zrozumieniem.
Wyszła.
- A więc...dlaczego to zrobiłeś ? - Powiedziałam przez łzy - Ufałam ci a ty...
- Zrobiłem to bo...- Szukał odpowiednich słów.
- Bo co ?!
- Bo mi na tobie zależy - pocałował mnie. - Tak cholernie zależy !
- Ash doskonale wiesz że my...
- Daj mi szansę !
- Nie mogę, Ashton my jesteśmy przyjaciółmi...ja... - Sama nie mogłam dobrać słów, w głowie miałam chaos,łzy spływały mi po policzkach.
- Przemyśl to - Dotknął mojego policzka i odszedł.
Spojrzałam na zamykające się drzwi, usiadłam otępiała na łóżku. Byłam rozdarta.
Poszłam do biblioteki, szukałam jakiejś książki ale nic nie mogłam znaleźć, rzuciłam książką o następny regał.
- Coś się stało ? - Usłyszałam znajomy głos.
- Liam...nic takiego ważnego. - Skłamałam i szybko otarłam łzy.
- Widzę że coś się stało, chcesz pogadać ?
- Pokłóciłam się z Mery - Skłamałam.
- Mogę wiedzieć o co ?
- Powiedziała coś co mnie zabolało i to mocno - Nie wiedziałam co mówić, musiałam coś wymyślić zanim się domyśli że zmyślam ale myślę że już to wie.
- Pogodzicie się - Spojrzał się na mnie tym swoim podejrzliwym wzrokiem.
- Mam nadzieję - Posłałam mu lekki uśmiech.
- Idź do pokoju, ochłoń.
- Jasne.
Mijałam pokój Harrego więc pomyślałam że do niego przyjdę tak jak byliśmy umówieni wcześniej.
Zapukałam do drzwi, otworzył mi i spojrzał się na mnie dość zdziwiony jakby się mnie nie spodziewał, był bez koszulki.
- Alex, co ty tutaj robisz ?
- Mogę wejść ?
- No nie za bardzo wiesz mam bałagan i te inne...
- Zawsze masz bałagan - spojrzałam się na niego
- Kiedy indziej - powiedział oschle
- Powiedz że nie chcesz bym spędziła z tobą czas a nie wymyślasz bajki na poczekaniu.
- Do zobaczenia na zajęciach - zamknął drzwi.
Stałam zszokowana, byłam już wściekła nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić.
Wyszłam poza teren szkoły, ten sam strażnik zabronił mi wyjść lecz udawałam że go nie widzę.
Oparłam się o drzewo i powoli usiadłam na ziemi, schowałam głowę w kolanach i zaczęłam płakać.
Ashton chcę być ze mną ale serce mi na to nie pozwala bo kocham Harrego ale Harry ostatnio ma jakąś blokadę. Wzięłam głębokie wdechy i próbowałam się uspokoić.
- Alex ? - Usłyszałam Prof. Malika
- Prof. Malik...
- Co się stało ? - ukucnął na przeciwko mnie
- Wszystko się komplikuje.
- Ale się poukłada.
- Raczej...nie wiem.
- Grunt to nie tracić nadziei bo...
- Nadzieja umiera ostatnia ? - spojrzałam się na niego
- Też ale nadzieja też daje jakiejś otuchy.
- Gorzej jak coś lub ktoś rujnuje tą nadzieję.
- No tak...Wracaj do szkoły tu jest niebezpiecznie.
- Mi to bez różnicy, dzisiaj Prof. Harry miał mnie uczyć czegoś o tej porze ale jego huśtawki nastrojów.
- Czego miał cię uczyć ?
- Jakiejś nowej metody polowania czy coś - Ugryzłam się w język.
- Rozumiem, wracaj a ja z nim porozmawiam.
- Lepiej nie !
- Chodź - podał mi rękę i wróciliśmy razem do szkoły.
~ Harry ~
Siedziałem na fotelu wciąż rozmyślając o Alex, muszę to zakończyć. Znam już jej znak tylko po to miałem z nią być. Nalałem sobie szklankę whisky iż nie było krwi w stołówce a tylko to mogło zaspokoić moje pragnienia.
Do pokoju wszedł Zayn, jego mina wykazywała że znowu będzie prawić kazania.
- Co ty odwalasz znowu ?
- Co masz na myśli ?
- Alex powiedziała o jakiś lekcjach i...płakała.
- Postanowiłem to zakończyć dla dobra nas wszystkich ?
- Jak to zrobiłeś ? - usiadł i nalał sobie szklankę trunku.
- No cóż...przyszła ja jej powiedziałem że nie mogę i zamknąłem drzwi...
- No wiesz co, mogłeś to lepiej rozegrać.
- Trzeba czasami wiesz...
- Harry...ja już się nie dziwię że ty nikogo nie masz.
- Ty też nikogo nie masz.
- Ale ja nie chcę być w związku.
- Ja też już nie...znak jej znam to już nie muszę z nią być.
- Znasz jej znak ?
- Owszem...zwykły nietoperz obok jakiś zarys ale nie wiem czego - powiedziałem obojętnie.
- Harry, znam cię za dobrze czy ty wyłączyłeś coś takiego jak do diabła uczucia ?!
- To czasami się przydaje - uśmiechnąłem się patrząc w szklankę - To zdrowie mój bracie.
- Przemyśl to. - Wyszedł.
~Alex~
Przebrałam się w koszulkę i bokserki, umyłam zęby i włosy spięłam w koka. Patrzyłam się w lustro i bacznie się sobie przyglądałam. Po chwili Mery weszła do łazienki oznajmić mi że Prof.Malik chcę się ze mną zobaczyć, wyszłam na korytarz i czekałam aż coś powie.
- Ty i Harry...Chodź się przejść- Spojrzał się na mnie
- Może się przebiorę.
- Pójdziemy do miejsca gdzie nikt nie chodzi - posłał mi słaby uśmiech.
Poszliśmy do tak jakby piwnicy, usiadłam na jednej z poduszek i patrzyłam się na Malika.
- A więc ty i Harry...zakończyliście to ?
- Nie mam pojęcia...on chyba to zakończył, nic nie powiedział tylko odtrącił mnie i zamknął drzwi mi tuż przed nosem.
- Chcę cię ostrzec żebyś go nie denerwowała, wyłączył uczucia.
- Co? Dlaczego? - spojrzałam na niego zdziwiona.
- Powiedział że lepiej dla was obu
- Może, nie wiem - łzy spływały mi po policzkach
- Ja byłem przeciwny waszemu związku ale teraz...uświadomiłem sobie że nie potrzebnie.
- Nie mam wpływu na to co się stało, nawet nie wiem dlaczego to się stało.
- Pamiętaj...Nie możesz go rozgniewać !
- Jasne, dziękuje.
- Idź do siebie Alex, trzymaj się - uśmiechnął się
- Jasne - posłałam mu lekki uśmiech i wróciłam do siebie do pokoju.
To wszystko nie ma sensu, wczoraj mnie przepraszał za tą sytuację z Beatris a dzisiaj zachowuje się jak idiota, coś musiało się wydarzyć, teraz sobie przypomniał że romans z uczennicą nie miał prawa istnieć ?! Mery była na zajęciach, myślałam nad odejściem ale to i tak nie miało sensu ale jest większe ryzyko że wcześniej czy później wszyscy dowiedzą się kim jestem a pełnia już nie długo. Chciałam iść do Nancy ale nie miałam już na to siły, postanowiłam że na najlepiej teraz będzie się położyć i spróbować zasnąć.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hejka sis <3 Przepraszam że tak długo nie dodawałam rozdziałów ale teraz takie mam zawalenie w szkole że BRAK CZASU ;( Nie wiem jak wam ale ten rozdział wypadł dość hmm...ciekawie i trochę smutno ale coś musi się dziać, prawda ? :D
Mam nadzieję że wam się spodoba mój rozdział i że wyrazicie swoje opinie w komentarzach ;* Miłego czytania i komentowania <3 <3 <3
sobota, 7 lutego 2015
Rozdział 18
Cofnęłam się o krok a on wciąż stał nieruchomo, w jego oczach była wściekłość, brałam ciężkie oddechy czułam lęk.
- Ashton...możemy na spokojnie porozmawiać, proszę
- Co ty tutaj do diabła robisz ?! - krzyknął
- Ja...wracaj póki tutaj nikogo nie ma, Ash to lepiej dla ciebie
- Bez ciebie nigdzie nie idę !
- Musisz!- warknęłam
Nagle piątka moich "strażników" zjawiła się i patrzyli na chłopaka który już złagodniał
- Paczcie kto się zjawił - parsknął Harry
- To ty jesteś...Ashton, pamiętam cię - powiedział lekceważąco Zayn
- Wilki na naszym terenie no nie ładnie a mieliśmy chyba umowę - podszedł do niego Louis
- A może macie tutaj wilka tylko nie wiecie o tym - spojrzał się na mnie
Zamarłam jak on wypowiedział te słowa, łzy napływały mi do oczu ale je powstrzymałam
- Zabierzcie go ! - warknęłam i odeszłam
Weszłam do pokoju, wzięłam torbę i zaczęłam pakować wszystkie swoje rzeczy teraz mieli pewność. Do pokoju wbiegł Harry w jego zielonych oczach była furia, czułam lęk i przerażenie.
- Harry zanim coś powiesz...
- Zamknij się !!
Byłam przyciśnięta do ściany, bałam się poruszyć a on zaczął robić w moim pokoju demolkę.
- Odpowiedz szczerze ! - warknął
- J..jestem tylko i wyłącznie wampirem - skłamałam ale zbyt długo znaku nie ukryje musiałby się stać cud.
- Czemu się spojrzał na ciebie gdy mówił te słowa ?! - nadal był wściekły ale bardziej opanowany
- Bo...on chcę bym wróciła...więc pewnie myślał że wylecę
- Pokaż znak !!
- Ale...
- Pokaż mi ten pieprzony znak !!- krzyknął
Łzy spływały mi po policzkach, wiedziałam że już po mnie.
Odsłoniłam włosy, panowała cisza.
- Ok, przepraszam
- Słucham ? - zapytałam zdziwiona
- Jest nietoperz i jakiś zarys ale nie wiem co to oznacza jest mało widoczne
Jak to możliwe że nie zobaczył znaku wilka ?! nagle tysiące pytań przychodziła do głowy
- Nieważne - powiedziałam ocierając łzy i wyszłam na balkon
- Alex...- odwrócił się
- Możesz wyjść ! - warknęłam, byłam przerażona a zarazem zrozpaczona.
Usłyszałam zamykające się drzwi, usiadłam na krześle i płakałam, nie mogłam uwierzyć że może pałać taką agresją ale czego mogłam się spodziewać po wampirze który uczył łowiectwa i był maszyną do zabijania.
Do pokoju weszła Nancy podeszłam do niej i spojrzałam się tylko na nią
- Masz naszyjnik, coś się stało ?
- Nie pytaj nawet
- Coś ty zrobiła z tym pokojem ?! - rozejrzała się dookoła
- To nie ja - otarłam łzy
- A kto ?
- Prof. Harry wkurzył się, przyszedł jeden z wilków i w sumie wsypał mnie ale jak to możliwe że wilk dla nich jest niewidoczny ? znak!
- Jak to ?
- No normalnie, zmusił mnie do pokazania znaku więc musiałam i widział tylko nietoperza
- Dziwne...ale zaspokoiłaś jego rządzę wiedzy znaku...tym zajmę się jutro a teraz ogarnij to i idź spać.
Nie mogłam zasnąć więc wyszłam na balkon to jest jedyne miejsce w którym czuje się dobrze.
- Alex - usłyszałam za sobą znajomy głos
Odwróciłam się.
- Czego ty chcesz jeszcze ode mnie ?
- Wybacz mi...ten napad nie wiem skąd się wziął
- Nie ufasz mi i jeszcze w taki sposób zmusiłeś mnie do ukazania...to jest chore Harry
- Wiem, wybacz mi.
- Mery jest w środku - rzuciłam.
- Naprawdę cię przepraszam.
- I tak będzie cały czas ?
- Nie - przytulił mnie.
Odetchnęłam z ulgą, próbowałam się rozluźnić.
- Harry - powiedziałam prawie szeptem.
- Słucham - spojrzał się na mnie.
- Pamiętasz jak mówiłeś że mógłbyś mnie nauczyć kontaktowania się przez sen ?
- No, pamiętam.
- Chciałabym się skontaktować tak z rodziną, naucz mnie.
- To jest ciężkie
- Ale ja chcę !
- W porządku, zaczynamy jutro
- Kocham cię - szepnęłam mu do ucha i spojrzałam na niego on tylko lekko się uśmiechnął i mnie przytulił.
Subskrybuj:
Posty (Atom)